Nasze konkursy wspiera:

19 stycznia 2016

Karasie, karpiki i karp




Po trzech dniach ulewnych deszczy jakie odwiedziły Podkarpacie postanowiłem wybrać się na karpie. Oczywiście miałem niestety wolną tylko niedzielę. Łowisko na pewno będzie zatłoczone - pomyślałem. No ale jak pojedzie się rano i zajmie dobrą miejscówkę... to będzie dobrze. Podczas zawodów na Bartoszowie jeden z wędkarzy opowiadał mi jak to jego kolega złowił przy nim karpia nieco ponad 10 kg. Miało to miejsce na stawie "U Waldka". Oczywiście ta wiadomość przyciągnęła mnie jak magnes do przyjazdu na to łowisko. W tym roku miałem z nim miłe doświadczenia. 1 marca złowiłem tam 10 karpi, w tym największego - 55 cm. Postanowiłem pojechać tam w niedzielę.

Podczas zawodów wygrałem 175 zł na zakupy w dowolnym sklepie wędkarskim. Wykorzystałem go w Krośnie w "Wydrze". Trochę rzeczy kupiłem. A najbardziej przydały mi się na niedzielną zasiadkę kulki truskawkowe i 3 kg. zanęty Bogusława Bruda - zanęta oczywiście na karpia. Do zanęty dosypałem gotowanej kukurydzy z kolby, którą wymoczyłem w aromacie waniliowym i również waniliowy atraktor. A więc zanęta była na słodko, ponieważ dosypałem jeszcze okruchy cukiernicze, które zbieram do specjalnie przeznaczonego do tego pojemnika. Codziennie pojemnik wypełnia się coraz bardziej. I jeśli kiedyś zabrakłoby mi atraktora to mam już "coś" na słodko do zanęty.

Mogłem wędkować na trzy wędki, więc łowiłem dwiema gruntówkami i spławikiem. Zestaw spławikowy był "lekki". Składał się z: haczyka nr. 18, na który trafiały zazwyczaj białe robaki, przyponu grubości 0,10 mm, małego krętlika, spławika 0,5 grama i żyłki głównej 0,12 mm. Z kolei "lżejszy" grunt składał się z: haczyka nr. 1 (zmieniłem później na nr. 10), przyponu z żyłki 0,20 mm, krętlika, żyłki głównej 0,225 mm i sprężyny zanętowej. "Ciężki" grunt związałem z: gotowego przyponu X2 (haczyk nr. 4) - 0,25 mm. z włosem, krętlika, który był w zestawie z przyponem, żyłki głównej -,335 mm i obciążenia w kształcie łeski 60 gram (później zmieniłem na koszyczek 30 g.).

Na łowisku nie miałem już zbyt dużego wyboru stanowiska. Wędkowało dużo osób. Wolny pozostał jedynie brzeg, przy którym rosły trzciny- według właściciela żerowisko dużych amurów. Moje stanowisko, na którym 1 marca złowiłem 10 karpi w tym jednego o długości powyżej 50 cm było zajęte. Ale przejdźmy do miejsca, które wybrałem 18 maja... Przez deszcze, które bardzo mocno padały przez ostatnie dni moje stanowisko było podmoknięte. W niektórych miejscach znajdowały się suche "wysepki", na których ustawiłem swój cały sprzęt. Niestety bez zmoczenia wędek i innych akcesorii się nie obeszło, no ale co zrobić? Wędki ustawiłem niedaleko trzcin. Rozrobiłem zanętę i po jakimś czasie przeszedłem do wędkowania.

Gdy skończyłem nęcić i zarzucać wędki przyszedł czas na uporządkowanie stanowiska. Po wykonaniu tej czynności usiadłem na krześle i... moje obawy niestety sprawdziły się. Podczas cieplejszych dni karasie nie dopuszczają do przynęt karpi i innych większych ryb! Jedynie kulka, na którą nie ma tutaj zbyt dobrych brań leżała spokojnie na dnie. Spławik przez pierwsze 30 minut od zanęcenia stał spokojnie na wodzie. Pogoda była piękna: lekki wiatr wiejący zza moich pleców (byłem od niego osłonięty przez drzewa), bez deszczu, na burze raczej się nie zapowiada, a słoneczko przygrzewa - pogoda znakomita. Da się wypocząć, chociaż wolałbym zmęczyć się jakimś holem większej ryby. Trzeba czekać i może coś z tego będzie...
I w końcu pierwsze branie. Spławik zaczął kiwać się na boki, aby po jakimś czasie odpływając stopniowo zanurzał się. Zaciąłem i poczułem na swoim bardzo lekkim zestawie rybę. Bardzo dobrze czuć każdy ruch ryby. Coś pięknego. Na brzegu wylądował mały karaś. I tak przez jakiś czas łowiłem małe karasie i... małe karpie. Aż dziwne, że tak dużo jest tutaj małych przedstawicieli tego gatunku. Trafił się jeden pełnołuski! A "ciężki" grunt leżał bez ruchu. Z "lekkiego" karasie cały czas ściągały przynętę. Gdy po raz kolejny po zacięciu na wcześniej wspomnianym kiju zameldował się karaś postanowiłem zmienić położenie wędek. Przełożyłem zestawy bardziej na lewo: "lekki" grunt zarzuciłem wzdłuż brzegu, a "ciężki" w stronę środka stawu.
Pomyślałem, że dobrze byłoby trochę donęcić okolice spławika. Jak pomyślałem tak zrobiłem, a po jakiś 10 minutach od wrzucenia 2 kuli zanętowych spławik bardzo szybko schował się pod wodą. Na haczyku był czerwony robak, a na brzegu zameldował się karaś długości 27 cm. Całkiem ładny. Wrócił do domu, a ja zacząłem zakładać białego robaczka na haczyk. Po pewnym okresie bez brań na każdą z trzech wędek postanowiłem zmienić haczyk na mniejszy w "lekkim" gruncie. Założyłem tam również kukurydzę. Po minięciu niecałej godziny sygnalizator zaczął piszczeć. Podbiegłem i zaciąłem. W końcu poczułem walkę karpia. Ryba chwilę powalczyła i po pewnym czasie dała się podebrać. Do wody wrócił 37-cm karp.






Do końca dnia nic oprócz karasi nie udało się złowić.


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za przeczytanie artykułu - Kamil

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz