Nasze konkursy wspiera:

17 września 2020

Był i mniejszy... Był i większy... Karpiowanie w czerwcu!

Przed rozpoczęciem kalendarzowego lata postanowiłem odjechać niewielki kawałek od domu. Wyjazd padł nad staw który znam bardzo dobrze, mam tu tez swoje drobne sukcesy.... Taka woda ma sentyment dla wędkarza i pozwala cofnąć się w przeszłość. Nie wierzę w to, że sami nie wracacie na łowiska, na których praktycznie rozpoczęliście karpiowe wędkowanie. To na niej stawiałem pierwsze kroki i łowiłem duże ryby. Wracając do tematu... Pasowałby jednak pobić te wyniki, ustalić coś nowego, coś czym będzie można się chwalić! 

Z racji, że na wyjazd wybrałem sobie trzy dni weekendu, to byłem nastawiony na to, że większość osób będzie przeszkadzać w wędkowaniu i że nie będzie to takie fajne łowienie jak w ciągu dni tygodnia – jak miało to miejsce na wcześniejszych wyjazdach. Jednak obecna praca zawodowa na to nie pozwala. Piątek pod względem ruchu na łowisku był do zniesienia, nie było dużo wędkarzy, a na noc zostało może z sześć osób – takie coś jest jeszcze do przyjęcia…

Zestawy wywoziłem za pomocą łódki zanętowej. Wędkowałem na trzy wędki, ponieważ regulamin łowiska na to pozwala. Temperatura wody niestety przekraczała 23*C, a w niektórych strefach zbiornika woda ta miała nawet 25*! W piątkowy dzień powietrze zostało nagrzana do 31 kresek powyżej zera. W taką pogodą zdecydowałem się na delikatne nęcenie w letnim stylu… Co to znaczy? Ryby dokarmiałem mieszanką własnej roboty! A w jej skład wchodził drobny pellet 8mm, kilka kulek, a także dwie łyżki kukurydzy. Ryb nie należy przekarmiać w taką pogodę, ponieważ te i tak są już wystarczająco „spowolnione” poprzez nagrzaną wodę. Na włosach swoich zestawów postanowiłem jednak delikatnie poeksperymentować… Jeden z zestawów składał się z samych ziaren kukurydzy – trzy ziarna, w tym dwa sztuczne, pływające ziarenka Nat Baits firmy York. Drugi zestaw stworzony był na „grubo” – kulka 20mm podwieszona kulką 16mm. Trzeci zestaw to dumbells o zapachu kukurydzy, a także malutka, 12-mm kulka typu pop’up o zapachu słodkich cukierków… Czy to przyniesie jakieś wyniki?

Woda na łowisku była wyjątkowo spokojna. Wiatr zbytnio nie chciał marszczyć jej powierzchni, a ta w ciągu południa nagrzała się w ogromnym stopniu… Wystarczy pomyśleć o tym, że przez wszystkie godziny dzienne woda jest oświetlona bez przerwy, nie ma ani grama cienia – samo to daje obraz zastanej sytuacji. Na szczęście drobne ryby nie dały po sobie poznać zmęczenia upałami. Przed nastaniem pierwszej nocy, gdy karpie nie wykazywały się aktywnością (póki co! Mam nadzieję, że póki co…) to w zamian karasie dawały sygnały na temat swoich brań. Pierwszy taki gość trafił do podbieraka około godziny 19. Zostało mu zrobione szybkie zdjęcie, został wyhaczony, a rana odkażona. Tuż po tym rybka wróciła do wody! Wprawdzie nie był to cel zasiadki, no ale przez niego nie wrócę do domu z zerem na koncie. Hehehe, taka rybka, a potrafi zadowolić wędkarza.

Około godziny 23 położyłem się spać. Na zewnątrz zrobiło się tak fajnie, tak chłodno. O tej godzinie można powiedzieć, że zachciało się żyć! Panujące upały potrafią być bardzo męczące dla nas, ludzi. A co mają zrobić znajdujące się w wodzie ryby? Noc jest wybawieniem i dla mnie i dla nich – po prostu człowiek czuje się lepiej. Czuje się na tyle lepiej, że jak zasnąłem o godzinie 23 to obudziłem się z samego rana, około godziny 6 jak już ktoś przechodził koło namiotu. Z kolei o godzinie 7, gdy postanowiłem wyjść na pierwsze, sobotnie promienie słoneczne to moim oczom ukazały się tłumy wędkarzy… Nie żartując – na łowisku spokojnie można było naliczyć już około 30 osób.

Około godziny 11 następuje powolny wyjazd na zestawie znajdującym się nieopodal trzcin. Chciałbym w tym miejscu napisać, że ryba dzielnie walczyła, że przeżyłem niezapomniane emocje, że karp był na tyle silny iż co chwilę wyciągał linkę z kołowrotka, ale… no ale… Po zwinięciu zestawu wraz z rybą, do samego brzegu, udało się podebrać potwora! Potwora umieszczam w podbieraku, a jego widok normalnie mnie przeraża! Ryba jak ryba, ale waga znacznie przekroczyła… a raczej nie przekroczyła nawet 2 kg. Jest to jednak pierwszy karp złowiony przeze mnie w tym sezonie, więc trzeba go docenić! Fotka i do wody!

W ciągu dnia pokusiłem się o kilkukrotne wrzucenie echosondy Deeper do wody w celu sprawdzenia temperatury wody. Ta w najcieplejszym momencie dnia miała uwaga… 28*C! Oczywiście w zależności od miejsca sprawdzania temperatura wahała się o stopień lub o dwa stopnie, lecz jednak 28* było najwyższą temperaturą, jaką udało się zlokalizować w kilku miejscach.


Dzień nie przyniósł praktycznie żadnych pożądanych wyników.  Zaskoczyła mnie liczba „niedzielnych” wędkarzy, którzy w niedzielę udali się na wędkarskie połowy. W szczytowym momencie dwa z ułożonych przeze mnie trzech zestawów zostały ściągnięte przez wędkarza znajdującego się po mojej lewej stronie, jak i przez tego po prawej. Tuż po tym postanowiłem poczekać z wywiezieniem zestawów do wieczora, bo wiedziałem, że i tak żadna z większych ryb nie znajdzie się w ich pobliżu skoro, każdy uderza ciężarkiem w wodę z częstotliwością jednego rzutu na 10-15 minut. Bo przecież po co zestaw ma dłużej znajdować się w wodzie?



W końcu przychodzi ostatni wieczór wyprawy. Ostatnia noc. Być może to ta noc. Jak już wcześniej myślałem, około godziny 19 na łowisku pozostałem ja i jeden wędkarz po przeciwnej stronie. Rozpoczęło się prawdziwe łowienie, walka o to, żeby wyprawę zaliczyć jeszcze do udanych. Zestawy wywiezione, delikatnie posypane dookoła nich. Teraz pozostało już tylko czekać. A jak się doczekam…


Doczekałem się tego czego chciałem przed godziną 22. Wyjazd na wędce skierowanej na trzciny. Zacięcie i jest! Ryba jest mocna, tuż po zacięciu przez kilka sekund nie zatrzymuje się. Trzymana wciąż w jednej pozycji wędka sprawia jednak rybie na tyle trudności, że w końcu musi odpocząć. A wtedy wkraczam do akcji ja i zmniejszam dystans dzielący mnie od niej. Zdobycz wydaje się nie być cięższa, co jakiś czas przypomina mi o tym, że hol w dalszym ciągu nie będzie przebiegał na zasadzie dociągnij mnie do brzegu. Karp co jakiś czas zabiera sobie drobne odcinki żyłki. Walka rozpoczyna się dopiero, gdy ten zobaczył światło z latarki. Wtedy wybrał dobre 20 metrów linki z kołowrotka. Tuż po tym, gdy ryba zatrzymała się przywłaszczam sobie zabraną przez nią żyłkę. Jednak ta znów znajduje się w okolicy brzegu gdzie odrobinkę szaleje, a po chwili pokazuje się na powierzchni wody. Do podbieraka trafia za pierwszym razem! Mam ją! Okazało się, że fajny, pełnołuski karp ważył trochę ponad 8 kg. Zdjęcia zrobione, wracaj więc do wody!



Niecałą godzinę później z tego samego miejsca doławiam większego karasia, który ważył około kilograma – ryba zaskakująco dużych rozmiarów.

Do samego rana nie wydarzyło się nic niespodziewanego czy wartego uwagi. Co jakiś czas sygnalizatory delikatnie popiskiwały, nie było to jednak częstym zjawiskiem. Po zjedzeniu porannego śniadania nastał czas w ciągu którego zacząłem powolne pakowanie się. Sprzętu jest na tyle, że jego rozłożenie trwa zazwyczaj krócej niż złożenie. Przed złożeniem o niektóre rzeczy trzeba zadbać do tego stopnia, iż należy je wysuszyć – nawet gdy nie były narażone na deszcz to i tak mogła powstać na nich wilgoć. Trzeba czasami zwrócić na to uwagę!

 

Z łowiska wyjeżdżam około godziny 13, a ostatnia noc okazała się być tą nocą, która pozwoliła zakończyć zasiadkę z pozytywnymi wrażeniami!

 

 

Kamil Skwara

21 sierpnia 2020

Pierwsze pstrągowe wyniki tego roku

Ciężkie jest wędkarstwo na rzece w tym roku... Na okrągło coś utrudnia życie. Jeśli nie mocne opady deszczu (podkreślam słowo mocne, bo niekiedy działo się na prawdę wiele!), to wysoka rzeka, która wodę zbierała gdzieś u swoich źródeł i po prostu uniemożliwiała wyjście i takie spełnianie się po wędkarsku, do czego czasami wystarczy sam pobyt nad wodą. Ten rok jest na prawdę dziwny… i słaby... Szkoda słów. Jeśli nie słońce i nagrzane do 30*C powietrze to, albo w nocy temperatura spada do 5*C albo to pada mocny deszcz, albo też jest duża woda. Brakuje jeszcze śniegu w lipcu - ale o tym może lepiej nie mówić bo jutro spadnie...

W połowie lipca wybrałem się na dopiero trzecią w tym roku pstrągową przygodę. Nie ukrywam, że zmotywował mnie fakt otrzymania woblerków firmy Engima Baits, które to jak dla mnie wyglądały cudownie! Jednak przecież nie liczy się to jak one wyglądają dla mnie, ale samo to jak będą prezentować się w wodzie i czy zyskają zainteresowanie u kropkowanych ryb!

Przed wyjściem nad rzekę miałem nadzieję na bardzo fajne łowienie, ale... No właśnie, ale... Po wejściu do wody, standardowo jak zawsze za pomocą dłoni sprawdzam jaką temperaturę ma woda. Tym razem, tuż po włożeniu ręki wyciągnąłem ją bardzo szybko. Lodowata! Temperaturę śmiało można było porównać do tej z hmm... Marca? Myślę, że tak. Do tego sam stan wody był wyższy niż zazwyczaj. Woda śmiało była głębsza o jakieś 20 cm - a to na taką małą rzeczkę jest sporo.

16 lipca 2020

Zasiadka karpiowa, ale jednak nie karpiowa

Końcem maja w końcu wybrałem się na... Uwaga... Druga wyprawę tego roku. Jest to dopiero druga, albo biorąc pod uwagę trudność znalezienia wolnego czasu aż druga! Obrałem jako kierunek łowisko, z którym od tego roku rozpoczęliśmy współpracę - U Schabińskiej w Krzemiennej. Pakowanie rozpocząłem już na kilka dni wcześniej, po trochu każdego dnia i wszystko gotowe!


Pogoda w dzień wyjazdu nie pomagała myśleć optymistycznie. Już od samego rana padał delikatny deszcz, a w momencie gdy dojechałem do bramy łowiska zaczęło normalnie lać jak wściekłe!! Przez dobre kilkanaście minut nie było widać ani odrobinki szansy na poprawę. Wjechałem więc w deszczu na wybrane przez siebie stanowisko i... Ubrałem płaszcz przeciwdeszczowy, a następnie postanowiłem zebrać się za rozłożenie obozu. Pomysł przygotowania namiotu w takiej pogodzie był na tyle głupi, że ten był później cały w wilgoci, a ta dała się odczuć w nocy... Ale przynajmniej był gotowy! Dało mi to możliwość wniesienia potrzebnych rzeczy do środka, zwolnienia bagażnika i zabrania się za typowo wędkarskie zajęcia.


Łowiłem na trzy wędki. Dzięki echosondzie Deeper po około dwóch godzinach znalazłem interesujące mnie miejsca. Baaaa, nie były to miejsca, były to niewielkie place nieporośnięte roślinnością. W odpowiednio dalekim wyrzucie echosondą pomagał mi kij Carperus Spod marki Sakana, który tym razem nie musiał wysilać się ponad swe siły. Rzut na odległość 40-60 metrów to jedynie delikatne zamachnięcie się wędką, a ta naładowana odpowiednią mocą pośle echo na odpowiednią odległość. Następnie po odpowiednim odmierzeniu odległości wrzuciłem zestaw wraz z zanętą przygotowaną w domu do łódki, a tej pozostało już tylko dopełnić formalności. Dokładnie tak sprawa miała się też z innymi zestawami. Miejscówki więc wybrałem odpowiednie, zostały posypane, przynęty "wisiały" na włosach - jest więc wszystko dobrze!

26 czerwca 2020

Karpiowe podbieranie według Yorka...

Wielkimi krokami zbliża się do nas pełnia sezonu, a co z tym idzie miejmy nadzieję, że bogaty wędkarsko sezon. Na spotkanie z dużymi karpiami trzeba się jednak odpowiednio wyposażyć. Przecież nie chcemy, aby nasze nowe PB uciekło od nas poprzez słabszej jakości hak, czy przetartą żyłkę... Dodatkowo jak wiadomo ważną chwilą jest też moment podebrania zdobyczy i samo to aby nie popełnić wtedy błędu. Musimy posiadać do tego celu odpowiedni podbierak, który powinien cechować się parametrami, które opisuję poniżej... Zwróćmy też szczególną uwagę na jego wielkość - czasami lepiej dopłacić to 30zł i mieć pewność, że zmieścimy do jego siatki każdego karpia, niż w przypadku ryby ważącej 20kg martwić się tym czy "wejdzie" nam do podbieraka! Dziś postaram się krótko przybliżyć postać kolejnego z produktów firmy York, a na celownik tym razem wezmę coś bez czego chyba nikt z nas nie rusza się nad wodę... Podbierak karpiowy...


2 czerwca 2020

Protektor - to on ochroni naszą wędkę!

Wśród całego naszego sprzętu, wśród naszych skarbów każdy z nas ma coś co szanuje najbardziej. Baaa... Wiadomo, że cały sprzęt traktuje się jakby był on naszymi dziećmi. Są wśród nich jednak pewne perełki, o które dbamy z największą uwagą. Dla mnie są to wędki, a o ich "zdrowie" dbam chyba najbardziej...

30 maja 2020

Późne rozpoczęcie...

Pierwsza w tym roku karpiowa zasiadka... Z oczywistych powodów miała ona miejsce dopiero końcem kwietnia. Późno, no bo późno. No ale co zrobić? Co roku sezon rozpoczynałem w marcu, ale w tym roku niestety było inaczej.

Na cel pierwszej zasiadki wybrałem wodę PZW - a co tam, niech będzie trudniej! Kilka dni wcześniej namierzyłem swoją potencjalną miejscówkę, a w dzień wyjazdu pozostało mi tylko mieć nadzieję na to, aby wybrane przeze mnie miejsce pozostało wolne. W domu przygotowałem kukurydzę, mieszankę kulek i pelletu. Same karpiowe smakołyki!

Na szczęście po przybyciu nad wodę okazało się, że Miejsce które mnie interesowało było wolne! Ufff, można odetchnąć! Odetchnąć też mogłem po znoszeniu całego karpiowego "majdanu". Jego przenoszenie nie dość, że zajęło prawie godzinę to musiałem wykonać kilka rundek około 150 metrowych - ze sprzętem z górki, bez sprzętu pod górkę. Musicie sami tego spróbować, aby dowiedzieć się jakie to nasze wędkarstwo może być męczące... Łatwo na pewno nie jest!

Następnie rozpoczęły się przygotowania. Namiot został rozłożony. Powoli przechodziłem do wbijania podpórek, ostatecznego przygotowania i wiązania zestawów. Wybrałem zapachy kulek jakie mnie interesują. Z racji, że woda miała temperaturę 11*C (tak dużo i nie dużo) to postanowiłem zrobić eksperyment: jedna wędka z kulka 18mm oraz pływakiem 12mm, a druga jedynie z "popkiem" w wielkości 14mm.


30 marca 2020

Kwietniowe zawody zostają odwołane...

Witajcie!
Niestety w związku z ograniczeniami wywołanymi panującą pandemią jesteśmy zmuszeni odwołać organizowane przez nas zawody... Alternatywą będzie rywalizacja, którą planujemy na 18-20.09, a to wszystko dzięki Opiekunowi łowiska, który wyraził zgodę na przygarnięcie nas w tym terminie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nic we wrześniu nie zepsuje naszych planów i w końcu uda nam się spotkać nad wodą!
Jutro prześlę do Was SMS z wiadomościami nt. zwrotu wpłaconych zaliczek.
W razie pytań standardowo służę pomocą

Kamil Skwara