Nasze konkursy wspiera:

12 listopada 2018

Zgrabne i skuteczne "piszczałki" z centralką

Zestaw "sygnałków" z centralką stał się chyba podstawowym wyposażeniem współczesnego karpiarza. Zapewnia nam wygodę i komfort oraz stanowczo poprawia skuteczność wędkowania. Daje nam możliwość spokojnego odpoczęcia na rybach, a nawet snu. Sam nie wyobrażam sobie sytuacji, aby podczas kilkudniowej zasiadki "pilnować" cały czas wędek i ani na chwilę nie zmrużyć przy tym oka. Myślę, że plusów sygnalizatorów z centralką nie trzeba wymieniać, bo są dla wszystkich oczywiste. W dzisiejszym tekście chciałabym przybliżyć postać sygnalizatorów SYZ63 od firmy York.


York posiada w swojej ofercie kilka rodzajów sygnalizatorów z centralką. Wartym uwagi jest moim zdaniem zestaw o nazwie SYZ63. Składa się z trzech sygnalizatorów i centralki zasilanych jedną baterią AAA. W sprzedaży dostępny jest set 3+1. Kupimy go w eleganckiej walizeczce, która dzięki wykonaniu z mocnego i trwałego plastiku pozwoli na bezpieczny transport "sygnałków" wśród innych skrzynek.

Każdy z sygnalizatorów posiada:
- diodę sygnalizującą - w kolorze zielonym, czerwonym lub niebieskim. Dioda mruga przez 15 sekund po nastąpieniu brania przez co jesteśmy poinformowani na której z wędek nastąpiło branie w przypadku, gdy nie widać tego na mechanicznych sygnalizatorach,
- funkcje regulacji tonu, głośności i czułości - sygnalizator daje nam możliwość zastosowania 7 różnych tonów dźwięków. W zależności od potrzeby, czy preferencji wędkarza można też ustawić jedną z siedmiu faz głośności (w tym całkowite wyciszenie). Sygnalizatory mają też wbudowane siedem stopni czułości, które należy regulować w zależności od warunków panujących nad wodą.


Dodatkowym walorem jest funkcja „mute” pozwalająca na 30 sekund wyciszyć sygnalizator, co przydaje się np. przy ustawianiu wędek na rod podzie.


Sygnalizatory z zestawu SYZ63 dają nam możliwość podpięcia w celu podświetlenia podczas brania mechanicznego swingera bądź hangera z wtyczką typu mini jack 4,5. Wyposażone zostały w mocny gwint za pomocą, którego łączymy je z podpórką lub stojakiem. Testowany zasięg centralki przy słonecznej, bezwietrznej pogodzie i bez jakichkolwiek utrudnień dla fal radiowych (skały, drzewa itp.) wynosi około 100 metrów. Myślę, że jest to zadowalająca odległość dla większości wędkarzy. Opisywany zestaw od Yorka cechuje się też zgrabnością (małe "sygnałki") oraz eleganckim, przyciągającym oko wyglądem.


"Piszczałki" SYZ63 w swojej górnej części posiadają wbudowane snag bary. Ich zadaniem jest utrzymanie wędki na podpórce (tj. na sygnalizatorze) w momencie gwałtownego brania, które może "ściągnąć" wędkę na ziemię.


Ich minusem jest niewątpliwie szybkie rozładowywanie się baterii w momencie podłączenia podświetlanego mechanicznego sygnalizatora. Ale coś za coś... Są jednak i na to sposoby... Na allegro możemy kupić zestaw ośmiu sztuk akumulatorków odpowiednich dla zestawu Yorka, które ładujemy za pomocą stacjonarnej ładowarki w domu, a nad wodą nie będzie dla nas problemem zmiana baterii na nowe. Ich koszt wynosi około 60 zł (za akumulatorki ze średniej półki).


Jak to bywa w przypadku sygnalizatorów, tak i sama centralka cechuje się wodoodpornością. Nie potrafię określić ile razy owy zestaw spotkał się z deszczem, bo było tego na prawdę sporo. Kilka razy przez moją nieuwagę sama centralka znalazła się na deszczu... I działa do tej pory. Po "zalaniu" sygnalizatorów te nie mają żadnego problemu z wydobyciem z siebie dźwięku, a jak wiadomo jest to jedna z ważniejszych cech, ponieważ nad wodą może spotkać nas wiele!


Sama centralka posiada kilka podstawowych funkcji tj.:
- regulację głośności dźwięku w czterech stopniach,
- tryb cichy dzięki któremu centralka informuję o braniu tylko i wyłącznie poprzez świecące się diody,
- tryb wibracji, które informują nas o braniu (brak dźwięku dobiegającego z centralki),
- mrugająca dioda do 15 sekund po nastąpieniu brania,


Cena detaliczna opisywanego powyżej zestawu wynosi 419 zł.



Kamil Skwara

26 października 2018

Na koniec sezonu - większa rzeczka

Koniec sierpnia to ostatnia szansa na spotkanie się z wyrośniętymi i agresywnymi pstrągami. Często jest to jeden z lepszych okresów w ciągu całego roku. Za namową kolegi decydujemy się poświęcić wyprawę jednej z podkarpackich górskich rzek.

Fot. Przemysław Wacławski
Woda, na którą wybraliśmy się jest zaliczana do średniej wielkości rzek górskich. Odcinek, na którym wędkowaliśmy charakteryzuje się około metrową głębokością. Oczywiście występują tu również głębsze dołki, które na rzece o takiej charakterystyce są wprost idealnymi miejscami. Mamy tam duże szanse na spotkanie się z wyrośniętym pstrągiem!

Fot. Przemysław Wacławski
Pierwsze rzuty oddajemy w miejscach płytkich, z głębokością w okolicach 50 cm. Łowię woblerkiem długości 3,5 cm cechującym się agresywną pracą. Płytka woda obfituje w sporą ilość glonów zalegających na kamienistym dnie. Praktycznie każde ściągnięcie zestawu wiąże się ze zdejmowaniem ich z kotwiczki przynęty. Kilka metrów niżej po rzucie w okolice ogromnego głazu znajdującego się po środku rzeki kolega zacina pstrąga. Niewielka ryba, ale pierwsza podczas wyprawy. Po odczepieniu wraca do wody. Przechodzimy kolejne metry rzeki. W końcu nachodzimy na miejsce, w którym rzeka tworzy delikatny łuk. Kolega bierze początek miejscówki, ja idę kawałek dalej. Woda jest tutaj głęboka, a nurt dość szybki. Już w pierwszym rzucie do mojej przynęty wychodzi całkiem spory pstrąg, który niestety po ataku nie zacina się. Ryba znika gdzieś w głębi. Kolejne rzuty przynoszą jedynie kilka wyjść drobnych kleników. Ciekawie zapowiadająca się miejscówka dała mi jedynie jedno wyjście. Kolega miał więcej szczęścia, bowiem ten odcinek dał przyniósł mu jedną rybę (pstrąg około 25 cm długości). Postanawiam zmienić przynętę na wąską, czerwoną obrotówkę w rozmiarze 1. Przemierzamy coraz to ciekawsze odcinki rzeki płynącej raz między porośniętym drzewami brzegiem, a raz między polami i łąkami. Samo otoczenie, jakie widzę przez okulary polaryzacyjne napawa mnie zadowoleniem, bo okolica jest na prawdę cudowna! Nawet taki widok pozwala człowiekowi odpocząć! Tak idąc i idąc w końcu trafiamy na skalistą miejscówkę, gdzie pomiędzy ogromnymi głazami znajdują się dobrze rokujące dołki. Woda płynie tutaj żwawo, a rzeka jest szeroka. Ustawiam się w wysokiej trawie, tak żeby maksymalnie ukryć swoją obecność. Wykonuję kilka rzutów, do których co jakiś czas wypływają malutkie pstrągi - niestety tylko "ganiają" za przynętą. Po pewnym czasie trafiłem na odważną rybę, która z impetem atakuje blaszkę. Z racji, że woda jest krystalicznie czysta widziałem sam moment brania! Pstrąg praktycznie bez żadnych skrupułów uderzył w przynętę. Zaciąłem i rozpocząłem walkę. Ryba mimo swoich rozmiarów ma w sobie dużo siły. Po chwili znajduje się blisko brzegu, a ja z uśmiechem na twarzy mogę podebrać rybę ręką. Wykonuję kilka zdjęć, wyczepiam przynętę i pozwalam pstrągowi odpłynąć do domu. Rybka miała może 25 cm długości, ale za to była to moja pierwsza zdobycz z tej wody, a sam ten fakt cieszy najbardziej!


Kilkaset metrów niżej nad wodą spotykamy jelenia, który w tak upalną pogodę postanowił wykorzystać przepływająca wodę w celu ochłodzenia się. To jest właśnie to, co lubię w wyjściach nad górską wodę - zawsze można zaobserwować coś ciekawego! Mijamy coraz to głębsze i lepiej zapowiadające się miejscówki, w których za naszymi przynętami wypływają jedynie nieskore do ataku klenie. Brodzenie w ciepłej wodzie, która jednak ma swoją siłę potrafi zmęczyć człowieka. Dodatkowo tysiące wykonanych rzutów... Nikt nie powiedział, że będzie to lekkie zajęcie! Robimy chwilkę przerwy w pięknym miejscu, z którego rozlega się widok na ogromną, zapierającą dech w piersiach skarpę! Zresztą nic nie zobrazuje tego lepiej niż zrobione tam zdjęcie!


Coraz to lepsze miejsca nagradzają nas jedynie dwiema małymi rybami: pstrągiem​ złowionym przez kolegę oraz okoniem, który zaatakował moja błystkę. Po drodze mijamy również stary, nieczynny już młyn. Przetrwał podobno od drugiej wojny światowej i zachował się w naprawdę dobrej kondycji, mimo że często podwyższona tutaj woda cały czas go podmywa. W tym miejscu kończymy naszą wyprawę i udajemy się w stronę asfaltowej drogi skąd mamy do przejścia jakieś 4 km do parkingu, gdzie kończymy wyprawę.




Dziękuję za uwagę - Kamil Skwara

10 października 2018

Tym razem za Jasło!

21 sierpnia


Auto zostało zapakowane. Około godziny 16 wyruszamy w drogę. Do przejechania mamy 50 km. Celem wyprawy jest staw nr. 1 w Siepietnicy. Jest to łowisko „no kill” o powierzchni około 12 ha. Droga mija szybko i spokojnie, po około godzinie jazdy jesteśmy na miejscu. Wnoszę opłatę za dwie doby wędkowania i rozpoczynamy poszukiwanie stanowiska na łowisku, którego kompletnie nie znam! Z tego co słyszałem jedno z lepszych miejsc jest na cyplu, który widać z parkingu. Niestety, aby tam dotrzeć trzeba przejść w jedną stronę około kilometra… Aby przenieść całość sprzętu z auta potrzebuję około 5-6 rundek... Zniesienie wszystkiego zejdzie, więc naprawdę długo! Staw nr. 1 jest łowiskiem stworzonym głównie pod kątem karpiarzy, którzy jak wiadomo wożą nad wodę „tony” sprzętu. Dlaczego więc, mimo polnej dróżki wiodącej prawie do około łowiska istnieje zakaz wjazdu na nie samochodem? Można przecież pozwolić na przyjazd tylko w celu wypakowania sprzętu, a po tym pojazd wraca na parking. Auto zostawiam w wyznaczonym miejscu, z którego do wybranego przez nas fragmentu brzegu mam około 200 metrów. Rozpoczynamy przenoszenie sprzętu, co schodzi nam prawie 30 minut (przy odległości 200 metrów w jedną stronę, a nie kilometra jak byłoby to w przypadku wyboru cypelka)…

7 października 2018

Zawody o Puchar Eko Baits

"Za nami pierwsze zawody o Puchar Eko Baits! Zawody odbyły się na pięknej, a zarazem bardzo trudnej wodzie „U Schabińskiej nad Sanem”. Zbiornik charakteryzuje się krystalicznie czystą wodą, bogatą w naturalny pokarm oraz ogromną ilością wodnego zielska.


W czwartek około godziny 10:30 zgłosiło się 12 ekip biorących udział w zawodach. Po zgłoszeniu drużyn i losowaniu stanowisk zjedliśmy wspólnego grilla i wypiliśmy zimne piwko - wskazane w taką pogodę!

24 września 2018

Trochę wygody na rybach - opiekacz

Karpiowa zasiadka nie raz wymagała i będzie wymagać od nas poświęcenia i wyrzeczenia się najróżniejszych rzeczy. Nie zawsze przebiegała tak jak sobie to wcześniej wyobrażaliśmy. Podczas kilkudniowej zasiadki nasz obóz jest dla nas domem. Tam też mamy swoją „kuchnię”. Karpiowanie potrafi być męczące, a nasz organizm potrzebuje energii. Podczas chłodniejszych dni warto zjeść coś ciepłego (zupę, ciepłe drugie danie lub nawet grzanki). Dziś chciałbym przedstawić Wam opiekacz, dzięki któremu mamy możliwość przygotowania szybkiego i ciepłego posiłku nad wodą z produktów, które raczej na pewno zabieramy ze sobą!



12 września 2018

Podstawowy błąd...

Początkiem sierpnia udało się „wyskubać” kilka wolnych od pracy dni. Postanowiłem spożytkować je nad wodą. Chciałem, aby zasiadka odbyła się nad zbiornikiem PZW, gdzie w tym roku chcę złowić przynajmniej jednego karpia. Jest to bowiem trudny zbiornik, z gwałtownymi spadkami, małą ilością „płytszej” wody. Wędkowanie dodatkowo utrudniają ostre podwodne głazy i ogromna ilość najróżniejszych zaczepów (konarów, pozostałości po starych budowlach, czy śmieci). W tym roku, dokładniej to w maju miałem już na kiju karpia lub suma – ryba niestety po czasie wpłynęła w zaczep. Bogatszy o wiedzę i doświadczenie nabyte podczas poprzedniej zasiadki postanawiam poświęcić tej wodzie kolejne dni z mojego wędkarskiego życia. Wyprawę poprzedziło kilka dni solidnego i grubego nęcenia. Oby było warto…

Piękna pogoda, prawie 30*C w cieniu, bezchmurne niebo i brak deszczu. Lato w pełni! Około godziny 15 meldujemy się nad wodą. Zostawiam auto u zaprzyjaźnionych ludzi, którzy mieszkają niedaleko wody i rozpoczynam przenoszenie sprzętu. Podchodzę coraz bliżej tafli wody i widzę… Co widzę? Osoby kąpiące się, pływające… I do tego w miejscu, które nęciłem! Powiedzcie mi proszę dlaczego, we środę, w połowie tygodnia jest tutaj prawie 10 osób (na odcinku około 15 metrów). Dlaczego podczas nęcenia po południu w sobotę i niedzielę, przy lepszej pogodzie niż dzisiaj nie było tutaj nikogo, nawet wędkarza? Jest to bez wątpienia mój błąd, wybrałem się nad ogólnodostępną wodę w samym środku lata nie biorąc pod uwagę wszelkiej turystyki. Schodzą i wypatrując wolnego miejsca w okolicy wody, do której wrzucałem pokarm dla ryb zadaję pytanie jednej z pań, które zajmowały akurat ten brzeg. Była to matka z dzieckiem, z dzieckiem w wieku około 5 lat. Ładnie, z uśmiechem zadałem pytanie:
- „Dzień dobry, do której będą Państwo odpoczywać nad wodą, ponieważ chciałbym tutaj rozłożyć sprzęt na ryby?”
- „Będę siedzieć do której będę chciała!”,

26 sierpnia 2018

10-11.07 Besko

Początek lipca, deszczowa pogoda przeplatająca się co jakiś czas ze słonecznymi, ciepłymi dniami. W pierwszych dniach siódmego miesiąca roku wyruszyłem na łowisko w Beska w poszukiwaniu grubych amurów. Poprzednia zasiadka na tej wodzie zakończyła się kilkoma karpiami, niestety amura nie udało się złowić. Mam nadzieję, że mimo zmiennej pogody ta zasiadka będzie inna i pozwoli cieszyć się widokiem pierwszej w tym roku „torpedy”…