Nasze konkursy wspiera:

26 czerwca 2020

Karpiowe podbieranie według Yorka...

Wielkimi krokami zbliża się do nas pełnia sezonu, a co z tym idzie miejmy nadzieję, że bogaty wędkarsko sezon. Na spotkanie z dużymi karpiami trzeba się jednak odpowiednio wyposażyć. Przecież nie chcemy, aby nasze nowe PB uciekło od nas poprzez słabszej jakości hak, czy przetartą żyłkę... Dodatkowo jak wiadomo ważną chwilą jest też moment podebrania zdobyczy i samo to aby nie popełnić wtedy błędu. Musimy posiadać do tego celu odpowiedni podbierak, który powinien cechować się parametrami, które opisuję poniżej... Zwróćmy też szczególną uwagę na jego wielkość - czasami lepiej dopłacić to 30zł i mieć pewność, że zmieścimy do jego siatki każdego karpia, niż w przypadku ryby ważącej 20kg martwić się tym czy "wejdzie" nam do podbieraka! Dziś postaram się krótko przybliżyć postać kolejnego z produktów firmy York, a na celownik tym razem wezmę coś bez czego chyba nikt z nas nie rusza się nad wodę... Podbierak karpiowy...


Moim zdaniem najważniejszym atutem opisywanego podbieraka jest jego metalowa głowica. Mocne i stabilne łączenie ramion pozwala nam na pewne i szybkie podebranie szalejącego w wodzie karpia. Dodatkowo poprzez zastosowanie takiego wykonania głowicy możemy być pewni tego, że podczas ciągłego wyciągania i montowania na nowo ramion otwór tak szybko nie wyrabia się i nie niszczy. Kolejnym ważnym atutem metalowej głowicy jest stabilne utrzymywanie ramion "kosza". Są one umiejscowione na tyle sztywno, że podczas manewrowania siatką w wodzie ten nie wykonuje żadnych niepotrzebnych ruchów i stabilni utrzymuje się w jednym położeniu.


Rękojeść opisywanego teraz podbieraka wykonana została z włókna szklanego. Jest lekka, a jednocześnie mocna przez co nadmiernie nie męczy naszej reki, która tym samym uzyskuje moc do holu silnego i dużego karpia, którego prędzej czy później złowimy! Dodatkowo część rękojeści znajdująca się bliżej głowicy jest w niewielkim stopniu elastyczna. Ułatwia nam to kontrolę nad podbierakiem, bo ten nie sprawia aż tak dużego oporu pod wpływem​ wody jak byłoby to w przypadku zbyt elastycznego, czy zbyt twardego podbieraka. Teleskopowe wykonaniem rękojeści jest dla mnie dodatkowym plusem, ponieważ nie wymaga aż tak dużej troski i uwagi podczas pakowania się na zasiadkę - nie trzeba zwracać uwagi choćby na to, czy rękojeści nie obijają się o siebie. W dodatku nie musimy martwić się o to, że łączenie poszczególnych części "wyrobi się" po czasie do tego stopnia, że będą one samoczynnie rozłączać się (utworzą się tzw. luzy).


Jeśli zależy nam na udanym połowie, ale też na bezpieczeństwie ryby to przy wyborze sprzętu powinniśmy zwrócić też uwagę na konstrukcję samej siatki. Powinna mieć ona duże oczka przez które woda przedziera się bardzo szybko - przez to nasza ręką nie męczy się zbyt szybko podczas podbierania, bo siatka nie sprawia w wodzie, aż tak dużego oporu. Powyższa cecha siatki pozwala też na "przedarcie" się przez oczka większości "zanieczyszczeń" (np. roślin, glonów). Dobrej jakości "sieć" powinna też wyróżniać się miękkim materiałem, który po zamoczeniu w wodzie nie niszczy śluzu ryby. Taką siatkę posiada właśnie podbierak Yorka... Nie wierzycie? Sprawdźcie sami!


Rozstaw ramion w przypadku tego modelu wynosi 100 cm co spokojnie pozwoli nam pomieścić nasze życiowe rekordy. Z drugiej jednak strony jeśli złowiona przez nas ryba nie zmieści się do tak dużego podbieraka to hmm... powinniśmy mieć powód do dumy!

Jak wiadomo każdy z nas ma swoje własne wymagania i preferencje dotyczące sprzętu. Jak dla mnie podbierak powinien być dobrze i solidnie wykonany, powinno się nim dobrze manewrować w wodzie, ramiona powinny być mocno i stabilnie osadzone w głowicy, a do tego nie powinny sprawiać zbyt dużego problemu podczas ich wyciągania z rybą we wnętrzu siatki. Owy podbierak Yorka spełnia moje wymagania i jestem z niego zadowolony - co nie znaczy też, że na pewno przypadnie do gustu każdemu z Was. Aaaa... i jeszcze zapomniałem. Ważne też dla mnie jest to, że zastosowana tutaj siatka jest przyjazna dla śluzu ryb!


Kamil Skwara

2 czerwca 2020

Protektor - to on ochroni naszą wędkę!

Wśród całego naszego sprzętu, wśród naszych skarbów każdy z nas ma coś co szanuje najbardziej. Baaa... Wiadomo, że cały sprzęt traktuje się jakby był on naszymi dziećmi. Są wśród nich jednak pewne perełki, o które dbamy z największą uwagą. Dla mnie są to wędki, a o ich "zdrowie" dbam chyba najbardziej...

Najbardziej ryzykowny i często przynoszącym najwięcej uszkodzeń jest chyba ich transport, kiedy to trzeba dbać o nie z największą uwagą. Dziś krótko opiszę pewne protektory, które pomagają w zachowaniu ich bezpieczeństwa... Protektory, które są dostępne w ofercie Yorka pomagają w zachowaniu bezpieczeństwa naszych wędzisk, a dokładniej ich szczytowych częściej. Zabezpieczają one to co w wędkach jest chyba najdelikatniejsze - szczytówki. Wykonane zostały z miękkiego materiału, który amortyzuje każde uderzenie szczytową częścią. W dolnej części protektor posiada rzep. Za jego pomocą można ścisnąć poszczególne części wędki do siebie, dzięki czemu pozostają one ciągle w jednej pozycji, nie przemieszczają się i nie uderzają o siebie. Protektor ochroni nie tylko szczytówkę każdej z naszych wędek, ale także łączenia ich pozostałych składów, w których to przecież ich najważniejszy i najmniejszy element znajduję się w górnej części (a jego nawet delikatne uszkodzenie może zabrać nam frajdę z użytkowania danej wędki). Ich wewnętrzna część wykonana została z miękkiego materiału, co dodatkowo amortyzuje każde uderzenie wędką o twardą powierzchnię. Protektory dodatkowo chronią szczytowe części naszych wędek przed uszkodzeniami.

Protektor firmy York jest na prawdę ciekawym i przydatnym produktem podczas każdego wędkarskiego wyjazdu. Czuwa on nad bezpieczeństwem naszych wędek oraz ułatwia ich transport - szczytowe części każdego ze składów nie "rozchodzą" się na boki, lecz są spięte i "otulone" materiałem, tworzą jakby jedną całość. Taki protektor kosztuje na prawdę niewiele, a jego stopień przydatności można śmiało ocenić w skali 1-10 na 8. Nie jest on może koniecznym elementem osprzętu każdego wędkarza, ale jest za to produktem, który znacznie ułatwi nasze wyjazdy, a wędki będą czuły się bezpiecznie!


Kamil Skwara

30 maja 2020

Późne rozpoczęcie...

Pierwsza w tym roku karpiowa zasiadka... Z oczywistych powodów miała ona miejsce dopiero końcem kwietnia. Późno, no bo późno. No ale co zrobić? Co roku sezon rozpoczynałem w marcu, ale w tym roku niestety było inaczej.

Na cel pierwszej zasiadki wybrałem wodę PZW - a co tam, niech będzie trudniej! Kilka dni wcześniej namierzyłem swoją potencjalną miejscówkę, a w dzień wyjazdu pozostało mi tylko mieć nadzieję na to, aby wybrane przeze mnie miejsce pozostało wolne. W domu przygotowałem kukurydzę, mieszankę kulek i pelletu. Same karpiowe smakołyki!

Na szczęście po przybyciu nad wodę okazało się, że Miejsce które mnie interesowało było wolne! Ufff, można odetchnąć! Odetchnąć też mogłem po znoszeniu całego karpiowego "majdanu". Jego przenoszenie nie dość, że zajęło prawie godzinę to musiałem wykonać kilka rundek około 150 metrowych - ze sprzętem z górki, bez sprzętu pod górkę. Musicie sami tego spróbować, aby dowiedzieć się jakie to nasze wędkarstwo może być męczące... Łatwo na pewno nie jest!

Następnie rozpoczęły się przygotowania. Namiot został rozłożony. Powoli przechodziłem do wbijania podpórek, ostatecznego przygotowania i wiązania zestawów. Wybrałem zapachy kulek jakie mnie interesują. Z racji, że woda miała temperaturę 11*C (tak dużo i nie dużo) to postanowiłem zrobić eksperyment: jedna wędka z kulka 18mm oraz pływakiem 12mm, a druga jedynie z "popkiem" w wielkości 14mm.


30 marca 2020

Kwietniowe zawody zostają odwołane...

Witajcie!
Niestety w związku z ograniczeniami wywołanymi panującą pandemią jesteśmy zmuszeni odwołać organizowane przez nas zawody... Alternatywą będzie rywalizacja, którą planujemy na 18-20.09, a to wszystko dzięki Opiekunowi łowiska, który wyraził zgodę na przygarnięcie nas w tym terminie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nic we wrześniu nie zepsuje naszych planów i w końcu uda nam się spotkać nad wodą!
Jutro prześlę do Was SMS z wiadomościami nt. zwrotu wpłaconych zaliczek.
W razie pytań standardowo służę pomocą

Kamil Skwara

29 marca 2020

Łowisko karpiowe w Krzemiennej - "U Schabińskiej"

Witajcie!
Owy artykuł mógł już być przez Was widziany. Znajdował się bowiem w jednym z numerów magazynu Karp Max...


Dzisiaj chciałbym zaprezentować Wam wodę, o której już być może słyszeliście. Łowisko znajduje się na Podkarpaciu, w powiecie brzozowskim i w gminie Dydnia. Otoczone jest malowniczymi (szczególnie jesienią) pagórkami. Łowisko leży w dolinie rzeki San. Sam zbiornik ma już 35 lat. Najpierw był własnością gminy, a następnie został przejęty przez PZW. Dojazd na łowisko nie jest zbyt skomplikowany: z Brzozowa lub z Sanoka kierujemy się na Grabownicę Starzeńską, gdzie skręcamy w drogę wojewódzką 835, którą przejeżdżamy 15 km docierając tym samym na miejsce. W roku 2015 akwen został włączony do pobliskiego ośrodka funkcjonującego pod nazwą „U Schabińskiej” – Krzemienna nad Sanem. Dzięki temu, że zbiornik należy zaliczyć do trudnych pod względem technicznym (więcej informacji na ten temat w dalszej części artykułu) to wiele żyjących w nim ryb przeżyło to, czego nad naszymi wodami niestety nie brakuje – kłusownictwo, które rozwijało się tutaj prężnie. Dowodem na to mogą być łowione tutaj ogromne tołpygi, karpie przekraczające wagę 20 kg i piękne leszcze (ryba powyżej 60 cm długości nie jest tutaj niczym szczególnym).

26 stycznia 2020

Bezpieczne kije to podstawa - pokrowiec Soft


O tym, że torba na nasze ukochane kije to niezbędna rzecz wspominać chyba nie trzeba... Nie dość, że zabezpiecza nasze wędki przed ich uszkodzeniem podczas transportu, czy nawet podczas głupiego, nagłego hamowania samochodem to do tego daje nam komfort przy przenoszeniu sprzętu na stanowisko. Sam z doświadczenia wiem jakie męczące jest noszenie wędzisk w dłoniach na łowisko - mam obok siebie łowisko, gdzie jest kategoryczny zakaz wnoszenie plecaków, torb i wszystkiego w czym można "ukraść" rybę (nie jeżdżę już tam od kilku lat! hahah). Pamiętam jednak jak było to dawniej, gdy wszystko przenosiłem z samochodu rodziców na stanowisko, wszystko przenosiłem oddzielnie. Z samymi trzema kijami (dwa do łowienia, plus spomb) musiałem robić "dwie rundki" wokół łowiska. Baaaaa, gorzej było jeśli wymarzyłem sobie wędkować na brzegu przeciwnym od strony parkingu - to już było straszne. Na samo noszenie sprzętu potrafiłem poświęcić nawet i godzinkę (a był to stawik mający tylko 4 ha...). Wszelkiego rodzaju torby są wręcz w naszym hobby koniecznością o czym ja sam już się przekonałem.

5 stycznia 2020

"III Wiosenne Karpiowanie" - przygotowujemy dla Was kolejne zawody!

Z ogromną chęcią chciałbym Was poinformować, że wiosną po raz kolejny spotkamy się na łowisku "U Schabińskiej" w Krzemiennej nad Sanem po to, aby mam nadzieję spędzić czas tak wspaniale jak było to do tej pory! Łowisko nie należy do łatwych, ale zapytajcie osób, które podczas poprzednich zawodów złowiły karpia o to jakie wywołał on emocje! Ryba z trudnego zbiornika, gdzie tak bardzo trzeba napracować się, aby "zaliczyć" jakiś pik... Walka, walka, walka!!


Liczbę miejsc ograniczamy do 16 drużyn.
Zapisy standardowo pod numerem telefonu 796 514 593 (wysyłamy SMSa z danymi takimi jak imiona i nazwiska dwóch osób biorących udział w teamie, miejscowość zamieszkania przynajmniej jednej z nich oraz telefon kontaktowy w przypadku, gdy ten jest inny niż ten z którego wysyłamy zgłoszenie).
Zapisy rozpoczynamy dnia 20.01.2020 o godzinie 20:00!