22 czerwca 2016

Powierzchniowe klenie


Ostatnimi czasy pstrągi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Na karpie przez okres wakacji będę jeździł co najmniej raz w tygodniu. Trzeba też oczywiście zagospodarować czas na pstrągi, ale gdy sytuacja u tych ryb nie ulegnie zmianie, czyli dalej będzie tak słabo jak od połowy maja to w takiej sytuacji będzie trzeba znaleźć jakąś odskocznię od nich, czyli będzie to... połów kleni z powierzchni! Przez wakacje napiszę szczegółowy artykuł o tej metodzie połowu, która nie jest bardzo wymagająca, aczkolwiek podstawowe "triki" trzeba mieć opanowane...    


Do tej metody jedyne co nam potrzeba, żeby cieszyć się ładnymi kleniami to: haczyk, cienka żyłka lub pływająca plecionka, kromki chleba oraz buty (nawet klapki) do chodzenia po ciepłej już teraz wodzie. Metoda ta jest najbardziej skuteczna, gdy wody w rzece osiągnie już letnią temperaturę.
                   


Wykorzystując niedzielny, rekreacyjny wyjazd nad rzekę zabieram ze sobą wędkę, kilka haczyków oraz podstawowe rzeczy takie jak wyhaczacz do haczyków i oczywiście chleb. Pierwsza głęboka miejscówka nie obdarzyła mnie zbyt wieloma rybami - jednym malutkim kleniem.
         

Natomiast około 100 metrów niżej na dość głębokiej i długiej prostce udaje się złowić kilka ryb, w tym dwie godne uwagi...  Podchodzę do ciekawej miejscówki i wrzucam do wody około pół kromki chleba (oczywiście mniejsze części, a nie całą połówkę!). Po chwili pierwsze klenie zaczęły wypływać do kawałków pieczywa. Kilka rzutów zakończonych ściągnięciem przynęty przez mniejsze klenie. W końcu udaje mi się namierzyć większego, tłustego przedstawiciela tego gatunku, który to właśnie wychodził do chleba. Rzut kilka metrów przed jego "stołówką" i przynęta spływa nad jego miejsce pobytu. Nagle potworek wypływa do powierzchni... Przypatruje się kawałkowi chleba iiii... otwiera wielką paszczę, do której to dosłownie wpływa moja przynęta. Czekam kilka sekund, ponieważ duże klenie czasami potrafią wypluć kilka razy chleb zanim go połknął. Na szczęście ten od razu odjeżdża co sygnalizuje uciekająca z kołowrotka żyłka. Zamykam kabłąk i zacinam! Ryba pięknie wysnuwa żyłkę. Zabawa na całego! Widzę ja przy brzegu, a jej rozmiary są konkretne. Na oko 40 cm! Po około 3 minutach udaje się podebrać klenia ręką. Szybka sesja i do wody! Spływaj kolego!

Jakieś 30 minut po nim zacinam takiego oto "malucha" ze zdjęcia poniżej. Miał 27 cm. Ten akurat wziął na "topielca", czyli zamoczony w wodzie miękki kawałek chleba, który powoli opada znoszony z nurtem do dna. Tutaj atak był spowolniony. Ryba kilka razy rozbijała moją przynętę na mniejsze kawałki. Na szczęście haczyk nie wypadł z chleba i udało się zaciąć takiego oto klenia:

Później wracam na chwilę do rodziny. Chwilka spędzona na słońcu, później w wodzie i wracam do swojej dzisiejszej "bankówki". Tego większego klenia odprowadzał pod moje nogi do momentu podebrania dłuższy o co najmniej głowę kleń. Zauważyłem, że tego dnia te dwie ryby trzymały się razem. Baaa... już po wypuszczeniu czterdziestka zaczęła od nowa żerować. Około 18 udaje się sprowokować największego tego dnia klenia! Gigant kilka razy okrążył chleb, a następnie ściągnął go pod wodę i wypuścił odprowadzając go prawdopodobnie do dna. Czemu prawdopodobnie? Po pewnym czasie przynęta wraz z rybą zniknęła - zeszły razem do dna. Dlatego właśnie nie można zacinać od razu po zniknięciu chleba pod wodą, lecz dopiero po widocznej "ucieczce" linki z kołowrotka. Po jakiś 20 sekundach od zniknięcia czuję potężny odjazd. Żyłka znika w mgnieniu oka! Zacinam! Ryba wydaje się być mocniejsza w początkowej fazie holu od tej wcześniejszej. Kilka na prawdę mocnych odjazdów i... ryba słabnie. Bez problemów udaje się ją podebrać, a następnie sfotografować. Ryba odpływa bez najmniejszych problemów.

Przez dwie godziny łowienia udaje się złowić dwa klenie +40, jednego +25 oraz trzy poniżej 20. Na koniec notuję na - dosłownie - wodzie po kostki potężne uderzenie! Niestety nie było możliwości zacięcia... Kilka sekund przed uderzeniem można było już zauważyć jak wielka "łódź podwodna" z wystawioną ponad wodę płetwą grzbietową przecina płytka wodę ku przynęcie...

Prosta metoda połowu, a ile wrażeń... Za jakiś czas pojawi się artykuł mojego autorstwa na temat tej właśnie metody łowienia kleni. A teraz zapraszam na filmową relację z nad wody!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz