Nasze konkursy wspiera:

6 lipca 2016

Znów niewypał

Przygotowywać się rozpocząłem już kilka dni przed wyjazdem. Dwa dni przed zasiadką zacząłem tworzyć drobną zanętę. W jej skład wchodził pellet 4mm firmy Feeder Bait o zapachu halibuta. Do tego dodałem pellet rybny w wielkości 18 oraz krilla w rozmiarze 8mm. Całość zalałem sokiem wyżej wymienionej firmy o smaku "Imago", czyli zioła i skorupiaki. "Imago" bardzo dobrze zadziałało na Balatonie, gdzie to w połowie czerwca udało się zahaczyć kilka ładnych karpi.






Ale teraz przechodzimy już do samego wyjazdu do Kobylan. Pellet gotowy do nęcenia. Sprzęt spakowany do auta. W drogę! Po 16 km jestem na miejscu. Tym razem moje stanowisko mieści się na cyplu. Rozkładamy obóz, w którym zamieszkamy przez kolejne 24 godziny. Gdy wszystko na brzegu znajduje się już tam, gdzie znajdować się powinno przechodzę do wywiezienia zestawów. Taktyka na tę zasiadkę została wymyślona już jakiś czas temu, a teraz zostało już tylko wcielić ją w życie. Pierwszy z zestawów trafia w jedną z moich "bankówek" - w pewien punkt na głębokiej wodzie. Na włosie umieszczam "bałwanka" z "Imago". Zestawik z ciężarkiem na stałe na bezpiecznym klipsie, leadcor i wszystko trafia do wody. Tutaj postanowiłem skupić się na punktowym zanęceniu. Do tego celu użyłem siateczki PVA, do której wsypałem mieszankę stworzoną w domu. Po odpłynięciu łódką od miejsca położenia zestawu rzuciłem w jego stronę jeszcze garść mieszanki - w taki sposób, żeby drobna zanęta została rozrzucona na troszeczkę większym obszarze. Druga wędka - trafia pod psa roślinności, a dokładniej w miejsce gdzie kilka złamanych trzcin wpada do wody, co jest oznaką żerowania amurów. Na włosie ląduje kukurydziana kulka "szesnastka". Nęcę dywanem, szybko pracującym pelletem oraz tymi samymi kulasami, które założyłem na zestaw. W tym miejscu liczę na amura, więc padło na zamontowany przelotowo ciężarek. Torpedy biorą tutaj bardzo delikatnie, są już po prostu przyzwyczajone do haczyków i wędkarzy. Zestaw przelotowy, plus lekko ustawiony wolny bieg powinny zrobić swoje. Ale jak z tym będzie, to zobaczmy niedługo. Trzeci zestawik znalazł swoje miejsce jakieś 20-30 metrów od główki cypelka. Leżał również w okolicy trzcin, z tym, że na jego włosie znalazło się jedno ziarno kukurydzy, a wokół rozrzuciłem kukurydzę. Założenie kukurydzy na włos (a do tego jednego ziarenka) okazało się błędem, ale o tym w dalszej części...



Nastaje noc... Pod drzewem mała grupka osób urządziła sobie bar, ale na szczęście nie zachowują się głośno, a co najważniejsze są kulturalni. Grzecznie podchodzą i pytają czy mogą chwile posiedzieć. Chwała im za to i wielkie brawa za zachowanie - cisza i spokój mimo, że przyszli sobie popić i porozmawiać. Około 22, czyli o tej porze o której zawsze głęboka woda ożywa mam trzy piknięcia sygnalizatora, a 10 minut później swinger zmierza stopniowo i bardzo wolno ku górze. Ryba chyba zbytnio nie poczuła ukłucia haczykiem i nic sobie z tego nie robiła. Już podczas samego brania wiedziałem jaki to gość zasmakował w "Imago". Zacinam, czuję znaczny opór ale też to, że ryba nie chce ruszyć się z miejsca. Po kilkudziesięciu sekundach spędzonych na bezsensownych próbach "pompowania" w celu podniesienia ryby z dna ta w końcu rusza. Mocno ustawiony hamulec w kołowrotku głupieje. Metr po metrze z kręciołka od Yorka znika żyłka. Po chwili czuję luz... Niemożliwe! Drugi raz pod rząd tracę suma, druga zasiadka tutaj i to samo... Nie mogłem go zatrzymać, trzymałem tylko bezradnie wędkę w górze i patrzyłem jak ogromna ryba zabiera mi żyłkę ze szpuli... No nic, trudno, zdarzają się i takie sytuacje. Teraz trzeba wypracować sobie kolejną rybę. W całkowitych ciemnościach wypływam łódką na głęboką wodę, aby znów położyć tam zestaw.

Rano, gdy już mgiełka unosząca się nad zbiornikiem znika wychodzę z namiotu i przygotowuję mieszankę, ponieważ o 9 będę zmieniał przynęty na świeże. Przez całą noc zanotowałem dosłownie jedno piknięcie sygnalizatora z zestawem z kulką kukurydzianą. Po słabej i niestety przespanej nocy z nadzieją patrzę na zbiornik, który powoli zaczyna oświetlać słońce. Podsumowując noc: gdyby nie branie suma to noc mógłbym zaliczyć chyba do najgorszej jaką kiedykolwiek spędziłem tutaj na łowisku. Zawsze w nocy udało się zainteresować przynętą jakąś rybę, jak i również zrobić sobie zdjęcia z ładną rybką, którą udało się złowić o tej porze. Tym razem jednak karpie i amury w ciemnościach miały po prostu swojego rodzaju "przestój" w żerowaniu.





Wyciągamy wszystkie zestawy jakie znajdują się w wodzie. Z wędki ustawionej na przeciwko cypelka znikła kukurydza... Super, całą noc zestaw w bardzo dobrym miejscu leżał bez przynęty na włosie... - pomyślałem. Być może jakieś ryby tamtędy przepływały... Baa, na pewno tak było, ponieważ zestaw leżał na ich "ścieżce", przez którą mieszkańcy tego zbiornika przepływają z płytkiej na głębszą wodę i na odwrót. Czyli moje szanse na sukces w nocy zmalały 30 minut po pierwszym wywiezieniu zestawów... Ale takie jest wędkarstwo - uczymy się na błędach! W pozostałych zestawach nic się nie zmieniło. Przyszedł więc czas na zmiany. Wędkę leżącą na przeciwko cypelka przeniosłem w płytką zatokę, z której zawsze miałem jakiegoś "drobnego" (najmniejszy 6 kg) karpia. Na włos powędrowała tam kulka o zapachu prażone konopie-kawior. Po dłuższej chwili coś zainteresowało się przynętą. Kilka niemrawych podciągnięć przynęty i w końcu mocny dojazd! Poluzowany hamulec kołowrotka w wędce leżącej na podpórkach zaczął terkotać. Szybko podbiegam i zacinam. Pusto! Zaciąłem przecież podczas odjazdu... Do tego zestaw z ciężarkiem na stałe... Podciągam powoli zestaw do brzegu, tak aby nie zrobić zbyt dużo szumu na dnie płytkiej i małej zatoczki. Przy brzegu widzę, że na haczyku coś jednak jest! Malutka płotka wzięła na 20mm kulkę... Do tego prawidłowo zacięta! Nie pytajcie w jaki sposób taka rybka wzięła do pyszczka tak dużą kulkę i jak poradziła sobie z 80-gramowym ciężarkiem. W wędkarstwie po prostu wszystko jest możliwe. Kulka z 20mm przekształciła się w jakieś 10. Drobnica zrobiła tam swoje, ale co nadal dzieje się z karpiami? Tym razem w to samo miejsce wywożę zestaw z kulką o nazwie "Troll". Śmierdziel powinien zrobić tam dobrą robotę. Ale co będzie to zobaczymy...






Koło 15 notuję odjazd na "Trolla". Zacinam podczas mocnego odjazdu iiii... i nic... Nie wiem jak to się stało, nawet nie ma płoci na końcu... Gdy podpływam kolejny raz położyć tam zestaw zauważam, że w tamtym miejscu tego dnia kręci się na prawdę sporo drobnicy, a karpia ani amura nie widać... To znaczy widać, ale gdzie indziej. Ryby pływają pod powierzchnią. Ma się to zarówno do karpi, jak i do amurów. Przez chwilę próbowałem podrzucać im ze znacznej odległości skórkę chleba, a nawet pop'upy ale nawet z powierzchni nie chciały zebrać pokarmu. Oczywiście, żeby było śmieszniej po pewnym czasie przy skórce znajdowały się płocie. Przy wypływaniu łódką w celu do nęcenia przepływałem dosłownie o długość wiosła obok czasami metrowych ryb! Te nawet nie uciekały tylko spokojnie, a nawet bardzo spokojnie odpływały metr, góra dwa metry ode mnie. Woda była na prawdę ciepła. Przed moim przyjazdem miała 25 stopni. A teraz nie zdziwiłbym się gdyby miała więcej... Podczas zasiadki dzwoniłem do znajomych i pytałem jakie mają efekty w tym samym czasie na różnych zbiornikach. Wszędzie zasiadki na zero albo na prawdę mizerne efekty. Niezależnie czy była to dzika woda czy komercja. Wszędzie tak samo.



Na dwie godziny przed końcem zasiadki decyduję się na położenie dwóch ziaren kukurydzy na głębokiej wodzie. Wyrzuciłem wokół zestawu całą puszkę kukurydzy. O 19 mam krótkie podciągnięcie w górę, a później lekki opad w dół na przelotowym zestawie. Niestety nie zdążyłem nawet zareagować...


O 19 kończę zasiadkę z nowymi wnioskami i nową taktyką na kolejną wyprawę. Myślę, że plan jaki do tej pory udało mi się wymyślić powinien przynieść przynajmniej dostateczne wyniki. Miejmy nadzieję, że również nie trafię na taką "palmę" i słońce nie będzie aż tak bardzo dawać o sobie znać jak miało to miejsce 29 i 30 czerwca...


Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie!

4 komentarze:

  1. Super opis sąsiadki szacun ,jestem z Dębicy i chyba się wybiorę tam z kolegą na trzy doby może sierpień jak myślisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam :) Ja w sierpniu w sumie będę tam sześć dób :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dało rady choroba mnie chyliła lecz w tym roku będę na pewno lecz najpierw spotkamy się na zawodach w kwietniu.

    OdpowiedzUsuń