Nasze konkursy wspiera:

27 września 2016

Zasiadka z niespodziankami


Przed południem meczyk, a po południu zasiadka. Zapowiada się wręcz idealny dzień. Nad wodę przebywamy tuż przed 16. Zaczynamy przygotowanie stanowiska. Pogoda była niepewna, więc wolałem najpierw rozłożyć schronienie dla nas jak i dla wszystkich toreb i plecaków. Moje obawy niestety sprawdziły się. Już podczas rozbijania namiotu zaczęło padać, ale na szczęście nie był to mocny deszcz...




Zestawy do wody powędrowały kilka minut przed 17. Obstawiliśmy trzy "bankówki". Jedną z nich były okolice studzienki, gdzie postanowiłem umieścić bałwanka z kulek 10mm "Imago" od firmy Feeder Bait. Okolice tej właśnie przynęty nęciłem drobnym pelletem o zapachu halibuta, który był również wytworem rzeszowskiej firmy. Drugi zestaw położyłem dosłownie kilka metrów od brzegu, na którym mieściło się nasze stanowisko. Podczas ostatnich zasiadek zauważyłem, że w porze nocnej karpie podchodzą dosłownie pod same brzegi, więc tak trochę z ciekawości postanowiłem sprawdzić co stanie się z przynęta położoną w takim właśnie miejscu. Tutaj na włosie umieściłem kulkę o zapachu skorupiaków w wielkości 20mm. Trzecie miejsce to okolice gęsto rosnących grążeli. Postanowiłem o kilka metrów odsunąć zestawy od wodnej roślinności, aby odjeżdżająca w nocy ryba czasami nie trafiła między łodygi. Na włosie umieściłem kulkę "Troll" od Feeder Bait, którą podniosłem lekko nad dno dumbellsikiem o zapachu krilla. Każdy z zestawów nęciłem dosłownie kilkoma kulkami oraz garstką drobnego pelletu. Zanętę uzupełniały jeszcze trzy garści kukurydzy. Teraz pozostało tylko czekać...


Niespełna godzinę po wywiezieniu zestawów notuję pierwszy odjazd. Branie nastąpiło w okolicy studzienki. Swinger powolnymi skokami opadał w dół, po czym zaczął powoli zmierzać mu wędce. Bez chwili zastanowienia zaciąłem! Czuć rybę, jest! Radość niestety nie trwała długo, ponieważ przy pierwszym odjeździe ryby coś poszło nie tak... Po wyciągnięciu zestawu okazało się, że mój przypon nie wytrzymał... Pierwszy raz od kiedy zacząłem robić przypony (czyli jakieś 3 lata) podczas wędkowania wynikła taka sytuacja... Tak to niestety czasami jest... Przypon w stylu combi rig niestety nie wytrzymał na wiązaniu plecionki z żyłką, tuż powyżej haczyka. Nowy i sprawdzony zestaw trafia znów w okolice mnicha, a na włosie pozostaje nadal niezawodny bałwanek z kulek "Imago".

Nastaje noc... Wszystko w okolicy jakby na chwilę zmarło, no prawie wszystko. Co jakiś czas rozlega się głośny plusk, jakby ktoś wrzucał cegłówki do wody. Jak widać, karpie bawią się w najlepsze, nie zwracając całkowicie uwagi na nas. Na szczęście (w zasadzie to szczęście w nieszczęściu) około 22 przychodzi do nas burza. Zaczyna padać. Od czasu do czasu można odczuć mocniejszy poryw wiatru. Na niebie, za sprawą błyskawic zaczyna robić się jasno. Na szczęście to tylko błyski, nie ma grzmotów, więc jest bezpiecznie. Taka pogoda utrzymuje się do północy...

Tuż przed północą pod jedną z wędek sygnalizator wpada w szał! Piszczy niemiłosiernie (oczywiście jest to piękny dźwięk dla ucha karpiarza)! Podbiegam i zacinam. Jest! Ryba wzięła z okolicy grążeli. Nie spodziewałem się tego - szczerze mówiąc to kompletnie nie miałem ani trochę nadziei na to, że z tego miejsca coś wyjdzie. Dlaczego? Moim zdaniem zbyt daleko odsunąłem się od grążeli, w których to ryby czują się bezpieczniej. Oczywiście jak na przekór pierwszy odjazd nastąpił właśnie stąd. Chwilę po zacięciu ryba narobiła na powierzchni wody tyle szumu, że po cichu miałem nadzieję na coś większego. Karpik kilka razy odjeżdża. Na szczęście udaje mi się odciągnąć go od grążeli. Hol odbywa się w pięknie oświetlonej przez błyskawice - oraz częściowo przebijający się już księżyc - scenerii. Podbieramy karpia. Krótka sesja zdjęciowa i 5-kg karpik wraca do wody!

Nie zdążyłem jeszcze dobrze wyschnąć z deszczu, który jeszcze padał podczas holu karpika, nie mówiąc już o zaśnięciu, a kilka minut przed 1 następuje branie z okolic głębokiej wody - mnicha. Odjazd i zacięcie. Ryba kilka razy szarpnęła się przy dnie. W oddali coś wyskoczyło z wody... Dziwny hol - ryba spokojnie idzie do brzegu. Tuż przy nim zaczyna się walka. Gdy podciągnąłem ją do powierzchni w taki sposób, że z wody wydostał się początek 80-cm leadcora ryba gwałtownie ruszyła do dna. Zaczynamy zabawę! Przez dobre pięć minut nie mogę odciągnąć ryby od dna. Gdy to się w końcu udaje na powierzchnie wychodzą wielkie bąble, a tuż po nich pokazuje się pyszczek jesiotra! Mój pierwszy w życiu! Za pierwszym razem udaje się go zapakować do podbieraka. Rybka waży około 5 kg i mierzy około 90 cm (nie była mierzona ale jej długość odpowiadała długości mojej maty). Jesiotr cały i zdrowy wraca do swojego domu! Piękna rybka postanowiła zasmakować w kulkach i pelletach "Imago" od Feeder Bait.


Przed 5 rano budzi nas dźwięk dobiegający z centralki. Szybko wstajemy. Tuż przy wyjściu widzę, że z kołowrotka wędki położonej tuż przy główce cypelka ucieka żyłką. Bez chwili zastanowienia zacinam. Przekazuję wędkę dziewczynie - niech poczuje o co chodzi w naszym hobby. Ja w tym czasie zajmuję się filmowaniem walki. Przy pierwszej próbie podebrania ryba postanawia ochlapać kamerzystę i odjeżdża. Karp walczy dzielnie, ale po kilku minutach bez problemów gości w podbieraku. Ten również jak na razie nie zamierzał zbytnio przybrać na wadze i pomiar wskazuje 5 kg. Ryba odpływa, a ja wywożę każdą z wędek na nowo. I czy ktoś teraz powie, że cztery metry od brzegu nie złowi się ładnej ryby?


Każda z miejscówek przez 12 godzin obdarzyła mnie co najmniej jednym braniem więc postanowiłem dać im kolejną szansę. Tuż przed samym wypłynięciem w stronę głębokiej wody, obok mnicha kilka razy wyskakuje piękny karp. Po podpłynięciu w namierzone miejsce zauważam wydobywające się z dna bąble. Ich wielkość była porównywalna do wielkości połówki mandarynki (nie przesadzam!). Kładę zestaw o dwie długości łódki od tego miejsca, po cichu nęcę i tak samo cicho odpływam. Na brzeg przybywam z wieścią, że za chwilę nastąpi branie. Po niecałych 30 minutach odjazd! Zacinam, a ryba wychodzi w powietrze i przeskakuje długość mnicha! Zjawisko nie do opisania! Wspaniałe! Już wiemy, że na wędce mamy kolejnego jesiotra. Spokojnie udaje się przyciągnąć rybę do brzegu. I znów niecałe 10 metrów od nas zaczyna się walka. Ryba płynie w stronę grążeli, trudno ją zatrzymać! Boję się o stratę zdobyczy... Wprawdzie danych grążeli była garstka, ale jednak zawsze ryba mogła okazać się sprytniejsza... Niestety po kilku minutach holu ryba uwalnia się z haczyka, a zestaw dosłownie wyskakuje z wody... Po jesiotrze zostaje tylko pamiątka w postaci filmu...


W południe nad staw przyjeżdżają wędkarze z Rzeszowa. Przenoszę więc jedną z wędek, która leżała na głębokiej wodzie. Jej miejsce znajduje się teraz w najpłytszej części zbiornika. Postanawiam również zmienić przynęty na świeże w pozostałych zestawach.


Do wieczora czas szybko mija: tu zrobić obiad, tu nauka na sprawdzian z Angielskiego, tutaj jeszcze rozmowa z kolegami po fachu. Nadchodzi niestety czas pakowania się i powrotu do domu. Przy noszeniu toreb do auta następuje branie! Dlatego zawsze wędki składam na końcu! Zacinam, a ryba robi głośne chlup! Staram się odciągnąć rybę od roślin ale nie jest to łatwe. W końcu wpływa pomiędzy grążele. Postanawiam popłynąć po nią łódką. Na sam widok jednostki pływającej karp sam wypływa na wolną przestrzeń, a ja dokańczam hol i podbieram rybę z łódki. Nie było to wcale takie łatwe. Rybka zostawiła sobie trochę sił na końcówkę holu, a najtrudniejszym zadaniem dla mnie było jej podebranie z łódki. Na szczęście wszystko przebiegło pozytywnie i po czasie robiłem sobie zdjęcia z 6-kg zdobyczą.


Karp odpływa, a my wracamy do domu.


Dziękuję bardzo Właścicielowi za przyjęcie nas nad wodę, na którą już niedługo zamierzamy wrócić. Wielkie dzięki kieruję również do firmy York, która wyposażyła nas w sprzęt na zasiadkę. Dziękuję również rzeszowskiemu Feeder Bait za zawsze niezawodne kulki!

Na koniec przedstawiam filmową relację z zasiadki:



Do następnego! - Kamil Skwara

2 komentarze: