1 sierpnia 2021

Karpie z zarośniętej wody - wyprawa, która mogła być lepsza

Na razie obecny sezon nie przynosi efektów na jakie czekam. Może mam zbytnio wygórowane marzenia? Hmmm... Aż tak wysoko nie sięgam. Faktem jest jednak to, że ostatni wyjazd nad wodę PZW okazał się być całkowicie niepotrzebny. Przyniósł tylko sporo nerwów... Łowisko nęcone było przez kilka dni przed zasiadką. Nęciłem​ co warto wspomnieć w temperaturze powietrza około 20-25* C. Wydaje się, że to całkiem fajna, pod względem wędkarskich zmagań pogoda. Nie było wtedy widać żadnych przeszkód przed przyszłym wędkowaniem. Schody jednak zaczęły powstawać podczas pobytu nad wodą. Najpierw mocno świecące słońce (w cieniu 31 stopni, a cienia u nas zbyt dużo nie było), później tłumy spacerowiczów i plażowiczów... Drugi dzień przeszedł samego siebie... Rano najpierw dwie osoby podpłynęły pontonem, pokazały ręką na wędki i podpłynęły do brzegu dosłownie 15 metrów obok wędek, po czym rozebrały się i weszły do wody... Czyste chamstwo i celowość w działaniu... Wieczorem jeszcze dzieciaki, które miały zbyt dużo energii​, weszły na skarpę i z góry wrzucały największe jakie chyba znalazły kamienie... Nie wrzuciły ich kilka, tylko kilkadziesiąt, bo cała sytuacja trwała nie przesadzając jakieś 30 minut!! I bądź tu chłopie cierpliwy... W końcu chyba brakło im sił (albo kamieni) i poszli. Zrezygnowaliśmy z łowienia po drugiej nocy - z samego rana (zasiadka miała w planach trzy noce). Pierwszej nocy, przed tłumem nad wodą brała drobnica, kolega miał mocniejsze pociągnięcie. Drugi dzień, kolejna noc i ranek to całkowita cisza. Już nawet płotek i uklejek nie było widać blisko brzegu, a bolenie które zawsze co chwilę zakłócały ciszę uderzeniami w drobnicę jakby zginęły... Po prostu w wodzie nie było żywej istoty... Woda miała 26*C...

Po nieudanej zasiadce na PZW z kolegą wybraliśmy się na łowisko "U Schabińskiej" w Krzemiennej. Wodę tę opisywałem już wiele razy, więc gdy napiszę, że jest to mega trudne łowisko to nie powinno to już nikogo zdziwić. Obraliśmy stanowisko, które było zacienione przez drzewa. Do tego znajdowaliśmy się w spokojniejszej części zbiornika, gdzie nad wodą nie ma tak wiele szumu. Na miejscu byłem w piątek po godzinie 20. Wpierw rozłożyliśmy wędki. Już w tym czasie dały się zauważyć spławy pięknych karpi... Jakie miejsca wybrałem do łowienia? Była to woda od 1,5m-2,8m. Do tego jeden kij znajdował się w stronę otwartej wody jakieś 3 metry od mojego brzegu, oddalony o jakieś 10 metrów wzdłuż linii brzegowej na której przebywałem. Jaka była taktyka? Znaleźć miejsce, gdzie nie ma roślinności podwodnej. Do wypełnienia zadania zastosowałem zróżnicowane przynęty: samego pop up'a, "bałwanka" z kulki 16 i 20 mm oraz drobniejszego kalibru - dwóch kulek 8mm i ziarna kukurydzy.

Miejsca obstawione przynętami zostały dopiero o godzinie 23... W tym już czasie dawała się dostrzec burza, która dobre 80 km dalej dawała na prawdę mocne akcenty. Co potwierdzali koledzy wędkujący w okolicy Rzeszowa czy Sędziszowa Małopolskiego... Niektórzy mówili, że o godzinie 23 niebo wyglądało jakby był dosłownie dzień. U nas na szczęście było widać tylko rozświetlane co jakiś czas niebo, które czasami wyglądało jak na dyskotece.


W miłych rozmowach czas mija szybko, a około 1 w nocy powoli idziemy spać. Do tej pory zaliczyliśmy tylko kilka nieśmiałych pików. Pogoda na szczęście również nie zmieniła się. Deszcz nie padał. Minusem była tylko mająca 27*C (!!!!) woda... Rano przed godziną 5 budzi mnie nagły i mocny deszcz, który po kilku minutach przerodził się w drobny deszczyk.


Dosłownie godzinkę po deszczu, który delikatnie schłodził wodę kolega Mateusz ma rolkę!! Ryba wystrzeliła jak z procy, przyspieszenie obrała niesamowite! Po zacięciu spokojnie przeczesywała rejony dna, zaczepiając żyłką o podwodne rośliny. Po czasie, doświadczony karp wpłynął w podwodny gąszcz. Konieczne było wypłynięcie za nim pontonem. Ściąganie karpia z wody nie przyniosło skutków, dopiero po napłynięciu dosłownie nad niego ryba ruszyła. Woda była na tyle czysta, że z góry dostrzegliśmy karpia opuszczającego podwodną zawadę! Później walka toczyła się już bezproblemowo, a karp myślę że zmęczony ukrywaniem się i walką z ciągnącą go żyłką po kilku minutach skapitulował. Mamy go! Piękna ryba +15 pozuje do zdjęcia!

Po południu w naszych okolicach - powiedzmy, że w okolicach, bo to jakieś 300m obok - rozlegało się sporo ciekawszych i mniej ciekawszych spławów. Ryby ogólnie w naszym łowisku były, pływały, na pewno widziały zestawy. Nie pomagało jednak nic, ani zig-rigi (założone dwa, jeden 60 cm, drugi prawie 1,2m), ani też pozostawione na noc, kombinowane zestawy. Niektóre włosy miały założone same pop upy, tak aby zestaw był podniesiony kilka cm nad dnem. Inny miał samą kukurydzę. Inny był "na grubo". Kolejny stworzony został z maleńkich kulek. Ale wracając do spławów, to w zatoce znajdującej się po naszej prawej stronie od ryb aż kotłowało się. Karpie i tołpygi bawiły się niesamowicie. Do tego po podejściu bliżej dostrzegliśmy kilka naprawdę pięknych ryb - kilka karpi, ale co najlepsze... Trzy cudowne, piękne, pomarańczowe tołpygi! Ryby jak złoto! Ogromne, widoczne z daleka. Cudeńka!! Skończyło się jednak tylko na patrzeniu na tak wymarzone ryby. Do brania żadnej nie udało się zachęcić.


W czasach kryzysu każda ryba powinna cieszyć. Dodatkowo cieszy fakt, że koledze udało się złowić pięknego karasia! Branie dziwne, bo ryba nie pociągła w ogóle zestawu, tylko pulsowała szczytówka. Okazało się, że ciężarek był już w tym momencie zaczepiony o podwodną roślinność. Później jednak kolega zmienił swoje zestawy na zestawy z ciężarkiem i efekty były zupełnie inne. Po karasia wypływamy pontonem, gdzie po napłynięciu nad niego po chwili wyciągamy go z roślin. Ryba próbowała ruszyć w stronę otwartej wody, ale nie miała na tyle siły, by wyciągnąć linkę z kołowrotka. Próbowała jeszcze walczyć przy dnie, ale mocne zestawy karpiowe jakie poszły w ruch na tym trudnym łowisku nie dały jej ani grama złudzeń. Karaś po chwili znajduje się na brzegu, a my notujemy na prawdę śliczną rybę!


Po czasie następują delikatne brania na nasze karpiowe zestawy. Najpierw ja, później kolega Mateusz... Wyciągamy z wody po na prawdę ślicznej, dużej wzdrędze. Myślę jednak, że nie było to dla nas zadowalające. Nie na to czekaliśmy, nie po to przyjechaliśmy... Powoli rozpoczyna się południe, a wraz z nim coraz to wyższa temperatura. Aż do przesady...

Hmmm i tak szczerze mówiąc to nad wodą zostaliśmy do kolejnego dnia, do rana. Ale co by tutaj opowiedzieć... Nie działo się nic konkretnego, oprócz tego, że na kijek Carp Chaser udało się złowić piękną, mierzącą ponad 30 cm wzdręgę, kolejną! Myślę, że decydującym czynnikiem o tym, że w ciągu ponad 24h nie mieliśmy dosłownie jedynego pika (nawet drobnica nie dotykała przynęt) była moim zadaniem temperatura. Nas samych bolały głowy - powietrze w cieniu miało 33*C, do słońca nawet nie chcę myśleć ile mogło być. Woda to 28*C przy powierzchni... W ostatni dzień, podczas pakowania się temperatura była na tyle wysoka, że po chwili pakowania zaczęła mnie bol
eć głowa, a sama chęć do pracy przy pakowaniu się odeszła w zapomnienie... Ehhh ciężkie to życie nad wodą, do samego końca nawet raz nie się usłyszeć sygnalizator... Nic a nic, od złowionego karpia całkowita cisza (nie licząc tych kilku rybek, które też brały jakby chciały, a nie mogły...). Czekamy na kolejny wyjazd!



Kamil Skwara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz