19 stycznia 2016

Wędkarska wytrwałość popłaca

15 czerwca - ten dzień miałem spędzić nad Balatonem w Krośnie, ale ostatecznie pojechałem na Bartoszów. Dlaczego? W Krośnie już od pewnego czasu rozkopane i remontowane są drogi. Dawniej na Balaton jechało się 15-20 minut, a teraz dobrze będzie jeśli nasze podróż zmieści się w godzinie i trzydziestu minutach. I właśnie dlatego o 8 rano pojechałem na Bartoszów.

Po przyjeździe, na łowisku zastałem już kilkunastu wędkarzy. Niestety miejsce, na których zawsze wędkowałem zostało już zajęte. Dlatego postanowiłem wybrać miejsce na zachodnim brzegu łowiska. Rozłożyłem się w takim miejscu, że bez problemu zdołałem dorzucić swoim zestawem w okolice trzcin. Myślałem, że przy trzcinach będę miał duże szanse na złowienie kilku karpi, lecz jak się później okazało nie tylko karpie lubiły tam przebywać...

Tego dnia wędkowałem tym samym sprzętem co zawsze (zainteresowanych jakim odsyłam do moich wcześniejszych relacji z
wypraw). Łowiłem tak jak zawsze "ciężkim" gruntem i "lekkim". Z tym, że na tym łowisku można wędkować na jedną wędkę - zmieniałem co jakiś czas wędziska. Na samym początku wędkowania zanęciłem za pomocą dużego koszyka do wstępnego nęcenia dwa miejsca - jedno takie, w które dorzucę lżejszym zestawem, a drugie około 50 metrów od brzegu (na ciężki zestaw). Łowiłem głównie na kukurydzę.
Moja zanęta składała się z kupnej mieszanki Bogusława Bruda, bułki tartej, płatków owsianych, okruchów piekarniczych, całych jak i kawałków kulek proteinowych, groszku oraz kukurydzy z puszki i kukurydzy z kolby. Do tego dodałem aromat waniliowy.

Wcześniejsze prognozy nie zapowiadały zbyt dobrej pogody na ten dzień. Ale pod koniec wędkowania okazało się, że pogoda lubi szybko się zmieniać. Zapowiadane w prognozie był deszcz i chłodniejsze powietrze. Tego pierwszego nie było wcale. Tylko wieczorem lekko pokropiło. Natomiast temperatura powietrza była niższa od temperatury wody! Do tego lekko powiewał zimny wiatr. Cały dzień był jak to się mówi "pod chmurą".

A co robiły ryby odkąd przyjechałem na łowisko? Zaraz, gdy rozpocząłem przygotowywać swoje stanowisko wędkarz łowiący w moim ulubionym miejscu złowił karpia. I za jakieś 15 minut następnego. Po czym oczywiście spakował wszystko, wziął ryby i pojechał do domu. Nie zdążył nawet zapłacić za wędkowanie!
Gdy po wstępnym nęceniu wrzuciłem swój zestaw do wody przez kilka minut nic się nie działo. Ale już, gdy upłynęło to kilka minut sygnalizator zaczął lekko "podskakiwać" co znałem z każdej wyprawy na łowisko "U Waldka". Były to oczywiście karasie i drobnica (głównie płoć i świnki), które próbowały się dobrać do kulki proteinowej. Po jakiś dwóch godzinach zmieniłem kulkę na kukurydzę. Zarzuciłem zestaw w zanęcone miejsce i po 5 minutach zaciąłem i wylądowałem na brzegu około 20-cm świnkę. Po tym zmieniłem kukurydzę na małe ziarno kukurydzy i białego robaka. Zrobiłem to po to by sprawdzić jakiej wielkości karasie wpłynęły w łowisko. Po kilku minutach nastąpiło lekkie branie, które zaciąłem. Sprawcą okazał się mały karaś. Po wypuszczeniu tej ryby postanowiłem zmienić "lekki" grunt na "ciężki". Zakładałem na haczyk z włosem dwie kukurydze i do tego dowiązywałem nić rozpuszczalną. Już w pierwszym rzucie po około 2 godzinach wyczekiwania coś agresywnie pociągnęło żyłkę. Zaczął pracować wolny bieg. Zaciąłem. Ryba była silna. Zaczął nawet pracować hamulec w moi kołowrotku. Po chwili walki podebrałem karpia. Miał on 46 cm długości. Rybę z szacunkiem wypuściłem z powrotem do wody.


Do końca dnia nic, oprócz małych płoci i uklei "na spławik" pod sam koniec wyprawy nie udało się złowić.

Na koniec dodam, że każdy wędkarz, który koło mnie przechodził mówił mi po krótkiej rozmowie coś takiego: "zmień miejsce, bo tutaj jest płytko i nic oprócz drobnicy nie złowisz". Ja jednak zostałem w tym miejscu do końca. Kiedyś nęcenie grubą zanętą (na koniec kukurydza i kulki) musiały skusić jakiegoś karpia. I jak widać po 8 godzinach w okolicach godziny 16 skusił się jeden z wyczekiwanych gości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz