Nasze konkursy wspiera:

20 stycznia 2016

Wędkarska środowa niespodzianka

Środowy wieczór pozostał wolny. Więc żeby się nie nudzić wybrałem się razem z tatą na rzekę Jasiołkę do Dukli. Słyszeliśmy, że ostatnio łatwo można tam złapać okonia i szczupaka. Ale ile prawdy jest w tych opowiadaniach? Nie przekonam się dopóki nie zobaczę. Oczywiście tego dnia musiałem odwiedzić tą górską rzeczkę.


Już dosłownie samym wieczorem, bo coś koło godziny 19 (lub kilka minut po niej) oddajemy pierwsze rzuty. Pierwszy rzut skosem do nurtu pod przeciwny brzeg i przy opadzie twisterka na 4 gramowej główce lekkie uderzenie. Specjalnie w tym momencie szybciej podciągnąłem przynętę, żeby ta bardziej zachęciła rybę do brania. Za chwilkę zacinam, mały okoń. Czyżby opowieści były prawdziwe!? Nieeee... To dopiero pierwszy okoń... Będzie więcej to wtedy wrócimy do tych tajemniczych i (mówiąc szczerze) dość ciekawych opowieści. Kolejny rzut zaowocował kolejnym braniem. Następny następnym. I następny następnym. Ale niestety były to same małe okonie. Idę dalej, dzwonie do taty gdzie jest... Miałem iść na rozwidleniu dróg w lewo, a później na brzegu rzeki miała być ścieżka... Doszedłem do wody, jakaś ścieżka jest... Ale to ścieżka w trawie dosłownie powyżej pasa. Chwila zastanowienia czy to o nią chodzi ale gdy zdążyłem się nad tym zastanowić stałem już koło niej. Na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie... Nie wygląda na to, żeby ktoś po niej przeszedł, a raczej coś! Ale miałem iść ścieżką, więc idę. Po pierwszym kroku czuję, że będzie ciekawie. Zapadłem się w mule kilka centymetrów powyżej kolan... Na nieszczęście zrobiłem już wcześniej kolejny krok i byłem obiema nogami w tym czymś. Szybko odłożyłem wędkę na pobliską trawę, a rękoma złapałem się o korzeń i o trawę. Było ciężko, ale udało mi się wyjść. Wiedziałem, że ta ścieżka wygląda podejrzliwie... Następnie wchodzę do wody po kolana, żeby się umyć z mułu. Woda była ciepła, a chory do tej pory nie jestem... Tylko kalosze trochę przeszły mułem. Prawidłową ścieżką okazała się ścieżka za drzewem, jakieś 5 metrów obok niej. Ehhh tata był tam drugi raz, a ja pierwszy. Zostałem ukarany za błąd, powinienem wcześniej sprawdzić patykiem co się tam dzieje.
Później przechodzę do wędkowania i trafiamy na miejsce, gdzie łowimy pewnie z 30 okoni. Każdy z nich miał +/-20 cm, a jeden 24 cm. Starczyło tylko co jakiś czas zmieniać kolor przynęty, żeby ryby brały cały czas. Gdy zmieniłem przynętę na twistera z podwójnym ogonkiem, po iluś z kolei braniach okoni przyszło mocne branie i... luz, a przynęty nie ma. Hmmm... dziękuję za zabranie przynęty na pamiątkę. Ale wiedziałem po tej "akcji", że w tych głębinach czai się coś większego.
Jakieś kilkanaście minut później zacinam średniej wielkości okonia i holuję go. W połowie drogi do mnie, zaraz przy powierzchni nastąpił wielki chlupot! Pierwsze myślałem, że po prostu zaczepiłem jaką rybę, która nie walczyła od początku. Po pięknej walce i kilku odjazdach, gdy oderwałem rybę od dna, kilkanaście centymetrów pod wodą pokazuje się cień – szczupak! Za chwilkę ryba ucieka w drugą stronę na płytką wodę i... wypuszcza z pyszczka okonia! Tyle... Szczupak się zerwał... Chociaż nie! Nie zerwał się, bo w ogóle nie był zacięty! Ryba złapała po prostu okonia, a haczyk od twistera był w lekko zmasakrowanym okoniu. Chyba po kilku minutach walki na bardzo cienkiej żyłce szczupak zauważył, że ten okoń jest dość silny i postanowił darować mu życie... Nie spodziewał się chyba, że kiedyś walkę wygra z nim okoń. Na szczęście po odhaczeniu okonia, rybka jakby nigdy nic odpłynęła.



Takie to historie potrafią nas czasami spotkać. Ale to przecież o to chodzi. I kto powiedział, że wędkarstwo to nudne hobby?

1 komentarz:

  1. Ciekawa historia z tym szczupakiem. Okonie to rybki, które lubię łowić najbardziej, więc artykuł przeczytałem bardzo chętnie ;) Pozdrawiam i życzę, więcej takich historii.

    OdpowiedzUsuń