Nasze konkursy wspiera:

21 stycznia 2016

Zanęta MVDE Super Carp Strawberry od Robinsona

Test 1: mieszanka zanęt MVDE Super Carp Strawberry oraz MVE Super carp white
+ atraktor Lemon"n vanille

Co mówi producent o zanęcie MVDE Super Carp Strawberry?
"Niezwykle bogata w proteiny zanęta opracowana na bazie składników roślinnych. Zanęta charakteryzuje się świetną pracą w łowisku i jest łatwa do przygotowania. Chociaż opracowana głównie pod kątem połowu karpi, sprawdzi się doskonale przy połowach dużych leszczy i linów."

Wybrałem ją dlatego, ponieważ specjalizuję się w połowie gruntowym karpi. Bardzo lubię łowić na "owocowe" kulki. Myślę, że przy tego typu kulkach zanęta o zapachu truskawki i to bardzo intensywnym (bardzo dobrze czuć go nawet przy zamkniętym opakowaniu!) sprawdzi się doskonale. Plusem jest również jej łatwe i szybkie przygotowanie. Jeśli nie mamy na to dużo czasu, ponieważ nasza karpiowa zasiadka jest krótka bardzo dobrze się sprawdzi. Przyda nam się również podczas dłuższych zasiadek - przygotujemy ją szybciej, a czas wędkowania będziemy mieć dłuższy.

Zanęta jak wcześniej wspomniałem ma zapach truskawki. Ma kolor czerwony, lecz gdy przyjrzymy się jej lepiej zobaczymy składniki innych kolorów.

Zanęta MVDE Super carp white:
Co mówi o niej producent?
"Wysokoproteinowa zanęta opracowana specjalnie do połowu karpi. Sprawdza się również przy połowach dużych okazów leszczy oraz linów. Może być używana w każdych typach wód. Najlepiej przygotować ją na kilka godzin przed łowieniem - w ten sposób składniki zostaną dokładnie nawilżone. Opracowana przy współpracy Boba Nudda. Wabi i zatrzymuje w miejscu nęcenia duże okazy karpi. Szczególnie skuteczna w połowach na kulki proteinowe."

Dlaczego ją wybrałem na tę wyprawę?
Na końcu zestawu jednej z dwóch wędek, którymi łowiłem na łowisku w Kobylanach umieszczałem kulkę proteinową. Zanęta jak napisał producent doskonale sprawdza się przy połowie na wcześniej wspomnianą przynętę. Jej minusem jest długi czas przygotowania. Osobiście przyznam się, że wymieszałem ją z wcześniej opisywaną zanętą i nawilżyłem zaraz po przyjeździe na łowisko, a nie tak jak pisze producent " kilka godzin przed łowieniem".

Zanęta MVDE Super carp white jest jasna. Jest to również zanęta przeznaczona na karpie. Tak jak jej opisywana wcześniej poprzedniczka posiada w swoim składzie dużo protein.
Do mieszanki tych zanęt dosypałem około 125 gram (czyli pół opakowania produktu) atraktoru lemon"n vanille. Jest to aromat o zapachu jak sama nazwa wskazuje... wanilii, a jak wiadomo karp bardzo lubi "słodkie jedzonko".

Przygotowywałem ją następująco:
1. Wymieszałem obydwie zanęty ze sobą w wiaderku.
2. Dodałem 1/3 opakowania atraktoru lemon"n vanille.
3. Dodałem kukurydzę oraz pellet.
4. Dodałem wodę.
5. Po 20 minutach znów dodałem wodę (tylko, że teraz w mniejszej ilości).

Ryby zaczęły spływać się w zanęcone miejsce po około 15 minutach. Najpierw była to drobnica, a potem jeden z większych karpi zaczął spławiać się w nęconym miejscu, ale jest mi trudno określić, czy zbierał on zanętę czy nie. Tego dnia karpie i amury nie chciały współpracować z żadnym z pięciu wędkujących.
Przy "donęcaniu" ryby (drobnica) pozostają w łowisku i nadal zbierają zanętę.
Wędkowałem na głębokości około 2,5 - 3,5 m. przy trzcinach. Było to znakomite łowisko - według gospodarza - karpi i amurów.
Jak nęciłem? Na początek wrzuciłem 3 duże kule zanętowe (z brzegu, ponieważ odległości na których wędkowaliśmy nie były duże), a następnie 4 małe, gdy wypłynąłem nad zestaw łódką. Dodatkowo z łódki "wysypałem" w okolicach zestawu mieszankę składającą się z kukurydzy, pelletu oraz kulek proteinowych (zapach - krab).

Okolice zestawu drugiej wędki nęciłem mieszanką zanęt MVDE Supercarp fishmeal oraz MVDE Expanda Gold + atraktor Big Fish

MVDE Supercarp fishmeal
Producent mówi o niej to samo co o zanęcie MVDE Super Carp Strawberry.

Jest to również wysokoproteinowa zanęta opracowana do połowu karpi - a ten wyjazd był planowany głównie pod karpia. Ma ciekawy brązowy kolor i bardzo intensywny zapach. Jest opracowana na bazie mączki rybnej.


Z kolei MVDE Expanda Gold według producentów przyciąga duże okazy karpi - a głównie po takie ryby pojechałem na łowisko Big-Game w Kobylanach. "Zanęta bazowa na najlepszej jakości granulatach. Równie skuteczna bez dodatków, jak i wymieszana z innymi zanętami. Przeznaczona do łowienia gruntowego. Szczególnie skuteczna w połowach na kulki proteinowe.". Ma jasnobrązowy kolor.

Tutaj nawet producent poleca mieszanie tej zanęty z innymi, więc jej połączenie z zanętą MVDE Supercarp fishmeal. Do tego dodałem atraktor Big Fish, który jak sama nazwa wskazuje powinien przyciągnąć duże ryby występujące na tym łowisku. Atraktor ten ma zapach suszonej śliwki! Przyznam się, że nigdy takiego nie używałem i byłem bardzo ciekawy jakie będą efekty.

Przygotowałem ją tak samo jak wyżej opisywaną mieszankę z tym, że dodałem do niej kukurydzę bez pelletu. Do tego wlałem płynny aromat waniliowy.
Po wrzuceniu pierwszych kul w miejscu nęcenia melduje się drobnica, która zbiera mniejsze elementy mieszanki.
Przy cichym podawaniu kolejnych kul ryby nie płoszą się, a żerują nadal.
Tutaj wędkowałem na głębokości około 2 m. w małej zatoczce.
Nęciłem dokładnie tak samo jak przy pierwszej wędce - czyli 3 duże kule, 4 małe i mieszanka z kukurydzy, pelletu oraz kulek.

Dodatkowo na zapas, gdyby zabrakło mi lub koledze, który wędkował ze mną wziąłem zanętę HI-PRO Carp Red, która jest koloru czerwonego. Ma również zapach truskawki - ten zapach przeważał wśród naszych przynęt jak i zanęt. Według producenta jest również bardzo skuteczna przy połowie z kulką proteinową, na którą nie tylko łowiliśmy, lecz także nimi nęciliśmy obszary wokół naszych zestawów. Do tej zanęty postanowiłem wziąć aromat, o którym producent pisze tak: " Intensywny aromat truskawki wabi duże karpie, jazie, leszcze i płocie. Szczególnie skuteczny latem i na akwenach, gdzie temperatura wody jest stosunkowo wysoka. Może okazać się nieoceniony w zwabieniu dużego amura". W tych słowach wszystko przemawia za tym, żeby wziąć go ze sobą na ten wyjazd - mamy już lato, pływają tutaj duże karpie, a woda była ciepła.
Zanętę przygotowałem tak samo jak wyżej wymienione mieszanki (zawsze tak przygotowuję zanęty, nie patrzę na to co proponuje producent z tyłu opakowania - mam po prostu własny sposób, który się sprawdza).
Po wrzuceniu pierwszych kul zanętowych nastaje "cisza", by po około 10 minutach zaroiło się wokół nęconego miejsca od drobnicy. Mniejsze rybki szybko pozbierają to co im odpowiada i odpływają. Dzięki tej zanęcie (która według producenta jest przeznaczona głównie na karpie) udało mi się złowić... a zresztą kto czyta ten wpis dowie się o tym później.
Podczas cichego "donęcania" istnieje szansa, żeby nie wypłoszyć ryb z łowiska. Drobnica znów pojawia się pierwsza, zbiera to co ją interesuje i odpływa.
Tej zanęty użyłem w sobotę rano, gdy brakło nam wykonanych w piątek mieszanek. Nęciłem nią w zatoczce, w której czekał cały czas na karpia jeden z moich zestawów.
Taktyka nęcenia tutaj była inna niż wcześniej, ponieważ nie chciałem wypłoszyć ryb, które powinny zostać tam "przyciągnięte" przez wcześniej wrzucaną do wody zanętę. Dlatego nęciłem małymi kulami z brzegu. W sumie wrzuciłem w to miejsce około 3/4 zanęty.



Łowisko w Kobylanach - "Big-Game Kobylany"

Te zanęty, wraz z trzema atraktorami testowałem na łowisku Big-Game w Kobylanach. Jest to mały staw o powierzchni 2 ha. Jest to zbiornik stworzony w stylu angielskich wód „small wild water”. Zbiornik nie jest głęboki. Najgłębsze miejsce ma około 3 metry. Rdesty ziemnowodne przyozdabiające taflę wody stanowią doskonałą ostoję dla karpi i amurów. Gospodarz łowiska mając na uwadze komfort wędkowania wydzielił na łowisku tylko dwa stanowiska, mieszczące po dwóch wędkarzy. Dodatkowo przed przybyciem na łowisku konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Istnieje możliwość skorzystania z łódki oraz znajdującego się 30 m od wody domku o standardzie traperskim. W zbiorniku występują karpie i amury w granicach 7 - 20 kg oraz małe ilości tych w przedziale 2-5 kg. Dodatkowo można tutaj złowić liny (do 1 kg), tołpygi, okonie i szczupaki. Największą atrakcją stawu jest szczupak mierzący około 115 cm., który niedawno został złowiony na kulkę proteinową! Niedawno również został złowiony jeden z sumów zamieszkujących to łowisko. Ryba ważyła 20 kg. Aktualny karpiowy rekord łowiska ustanowiony został w dniu 18 czerwca 2010. Był to karp golec o wadze 19,00 kg. Wędkujący tutaj muszą wyznawać zasadę "catch and ralase", czyli "złów i wypuść". Wprowadzony jest zakaz zabierania i zabijania ryb! Kary za to są bardzo ostre - "14. W przypadku stwierdzenia kradzieży ryb Gospodarz łowiska zastrzega sobie możliwość naliczenia kary w wysokości 50 zł za każdy kilogram ryby, natychmiastowego usunięcia łowiącego z zajmowanego stanowiska oraz publikacji danych na oficjalnej stronie internetowej łowiska."
W okolicach stawu można spotkać rośliny takie jak: tatarak zwyczajny, manna mielec, trzcina pospolita, obrazki plamiste, pałka szerokolistna i rdesty ziemnowodne. Zwierzęta jakie spotkamy w pobliżu: rzekotka drzewna i zaskroniec zwyczajny, bocian czarny, czapla siwa, myszołów, jastrząb, licznie występują lisy, sarny i jelenie.




Po przyjeździe na łowisko zastał nas jego gospodarz. Ja, jak i mój kolega byliśmy tam pierwszy raz, więc poprosiliśmy o rady. Bardzo miły Pan doradził, żeby rozłożyć sprzęt na cypelku i rzucać w stronę grążeli, lub przed siebie w okolice trzcin. Polecał nęcenie z łódki wokół zestawów. W okolice grążeli mieliśmy posłać kukurydzę z pop"upem, a pod trzciny kulkę proteinową, najlepiej tzw. "śmierdziela". Zaczęliśmy wędkowanie według rad gospodarza, lecz ja zamiast "śmierdzącej" kulki założyłem truskawkową,
ponieważ zawało i się, że ten zapach w okresie letnim powinien najlepiej skutkować. Dodatkowo w naszych zanętach przeważał zapach truskawki. Po zarzuceniu zestawów i zanęceniu miejsc wędkowania (każdy z nas łowił na dwa kije) przeszliśmy do rozkładania namiotu i do uporządkowania stanowiska.


Wędki już leżały w wodzie, namiot został rozłożony, a stanowisko uporządkowane. To teraz siąść i czekać! Nie do końca, trzeba było dokładnie zanęcić wokół zestawów z łódki. Wziął się za to kolega, który posiada kartę pływacką. Ja niestety takiej nie posiadam, ale i tak zabrałem się razem z nim w krótki rejs. Łódka nie była duża, lecz mimo to znakomicie się nią pływało i bardzo pomagała w wędkowaniu. Na tym łowisku liczyły się centymetry, jeśli zanęta została podana pół metra obok zestawu te największe ryby (głównie karpie i amury), które były naszym celem potrafiły domyśleć się, że to jest podstęp i całkowicie ignorowały zanętę. Po zakończeniu nęcenia dopłynęliśmy do brzegu i postanowiliśmy iść porozmawiać z wędkarzami łowiącymi na innym stanowisku. Okazało się, że są to wędkarze z klubu karpiowego z Jasła. Doskonale wiedzieli co, jak i gdzie podać rybom. Wiele nam doradzili. Chociaż się starali - my zresztą też - nikt z pięciu wędkujących w Kobylanach tego dnia nie doczekał się brania. Przed nastaniem nocy zamontowaliśmy świetliki i uporządkowaliśmy stanowisko tak, żeby w razie nocnego brania możliwie jak najszybciej i bez ryzyka połamania
czegoś na naszym stanowisku trafić do wędek. Przed nastaniem nocy odwiedził nas gospodarz łowiska. Doradził jeszcze kilka rzeczy i żegnając się z nami odszedł. Przed nocą wymieniliśmy jeszcze nasze przynęty na świeże i dorzuciliśmy po jednej kuli zanęty na każdą wędkę. Po tym nęceniu brakło nam przygotowanych wcześniej mieszanek zanęt, więc postanowiliśmy, że rano rozrobię następną mieszankę.

O 21:40 nastała ciemność. Na początku jednak nie było tak ciemno jak na się spodziewałem. Ale około 23 nastała całkowita ciemność. W otwartym namiocie (mieliśmy zasuniętą tylko siatkę, żeby nie wlatywały nam do środka nieproszone owady) staw w nocnej scenerii wyglądał niesamowicie. Do tego jeszcze śpiewy świerszczy i... wielkie pluśnięcia! Można było się przestraszyć! Była to moja pierwsza w życiu nocka na rybach. Powiem szczerze, że na początku miałem pewne
wątpliwości jak to wyjdzie. Najstraszniejsze w nocy było to, że cały
czas rozlegał się dźwięk rozbijającego się o powierzchnię wody karpia!
Można to porównać do wrzucenia 5-kilowego płaskiego kamienia do wody. Niesamowite! Do teraz pamiętam odgłos wpadającego wielkiego karpia do wody! Pierwsze branie nastąpiło równo minutę po północy (00:01). Pod sam kij podniósł się sygnalizator przy wędce zarzuconej w okolice grążeli. Niestety, było to zbyt szybkie branie bym zdążył wyskoczyć ze śpiwora, otworzyć namiot i zaciąć. Przynajmniej coś zaczęło się dziać i przywróciło szansę na złowienie jakieś ładnej ryby.
Noc płynęła, a więcej brań nie doczekaliśmy się. Kilka minut przed godziną 3 zaczęło się rozjaśniać. Wyszedłem z namiotu i nagle poczułem się jakby lunął deszcz! Woda była ciepła, a temperatura powietrza była na pewno niższa niż 10 stopni C. Obstawiam, że było koło 5 kresek powyżej zera. Wszystko mokre! Krzesła, skrzynki, a z kołowrotków dosłownie lała się woda. Nic dziwnego, skoro wybraliśmy takie miejsce... Siedzieliśmy praktycznie na środku stawu (na końcu cypelka) a wiatr wiał w naszą prawą stronę znosząc całą parę (lub mgłę - nie wiem jak to nazwać) prosto na nas. Około godziny 4 postanowiłem rozrobić zapasową zanętę i zmienić przynęty na świeże. Okazało się, że żadna z przynęt nie została nawet ruszona. Kulki wisiały na włosie jakby nigdy nic, to samo miało się do trzech ziaren kukurydzy umieszczonych również na włosie. Zmieniłem przynęty na nowe i zarzuciłem w te same miejsca co wcześniej. Postanowiłem, że następna zmiana przynęt odbędzie się w południe o godzinie 12.
Ranek był bardzo zimny. Słońce zaczęło dopiero oświecać staw koło godziny 6:30. Do tego czasu również utrzymywała się mgła unosząca się nad zbiornikiem w Kobylanach. Gdy słońce zaczęło mocno przygrzewać poczuliśmy pierwsze podmuchy wiatru. Pierwsze niezbyt mocne, lecz później przybywały na mocy. O 11 coś zaczęło bawić się moją kukurydzą koło trzcin (zmieniłem kulkę na kukurydzę). Lekki odjazd i zacięcie... I nic. A kukurydzy nie ma na włosie. Zakładam nową i zarzucam w to samo miejsce. Kilka razy powtórzyła się opisywana przed momentem sytuacja. Podejrzewam, że była to drobnica, która ściągała po prostu ziarna kukurydzy konserwowej z włosa.

Nagle kilkanaście minut to godzinie 13 branie na wędce zarzuconej w zatoczce. Na haczyku były założone trzy ziarna kukurydzy. Powoli sygnalizator piął się ku górze i opadał. Czekałem na bardziej agresywne branie, ale nie doczekałem się takiego, więc zaciąłem. Na początku ryba nie stawiała żadnego oporu. Czułem jej ciężar. Pomyślałem, że będzie to amur i dopiero zaraz zacznie się walka. Jednak bliżej brzegu ryba zaczęła dziwnie - jak na amura - walczyć. Po następnych kilkunastu sekundach na powierzchni wody pokazał się nieduży szczupaczek. Ryba po podebraniu, odhaczeniu i zdezynfekowaniu rany po haczyku wróciła do wody. Szczupak miał 43 cm długości i wychodzi na to, że świadomie pobrał pokarm z dna. Jeśli łowiłbym metodą spławikową na kukurydzę byłaby możliwość, że szczupaczek wziął przez przypadek. Ale jeśli kukurydza leżała na dnie, a do tego haczyk znajdował się w lewym rogu między szczękami drapieżnika... - tutaj nie możemy mówić o przypadku. Regulamin łowiska zakazuje wędkowania na przynęty pochodzenia zwierzęcego. Takimi też nie można tutaj nęcić. Czy jest możliwość, żeby drapieżniki żywiły się tam przynętami roślinnymi? Myślę, że tak. Dodam jeszcze, że niedawno na tym łowisku został złowiony szczupak o długości trochę ponad metr! A przynętą była kulka proteinowa...


Po wypuszczeniu drapieżnika musiałem zmienić przypon, ponieważ już przy moim lekkim podciągnięciu strzelił. Szczupak zrobił swoje! Pokazał jakie ma ostre zęby. Niestety do końca dnia nic się nie działo. Słońce przygrzewało coraz bardziej, a my o godzinie 18 zaczęliśmy składać nasze obozowisko do auta i sprzątać po sobie - co jest bardzo ważne!

W pierwszy dzień w piątek ciśnienie wynosiło 1014 hPa a w drugi 1012. Podczas tych dwóch dni świeciło słońce. Pierwszego dnia wiatru w ogóle nie było czuć, natomiast w sobotę dość mocno wiało z południowego-zachodu.
W sumie wędkowałem 25 godzin i 30 minut. W ciągu piątku i soboty tylko mi udało się złowić szczupaka. Nikt z wędkujących w tych dniach nic nie złowił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz