4 lutego 2016

Pierwsze koty, pfff... pstrągi za płoty

 Korzystając z tego, że dzisiaj skończyłem lekcje dwie godziny szybciej postanowiłem jakoś spożytkować ten czas. O 14:30 byłem już w domu, a o 15 postanowiłem, że wyjdę ze spinningiem nad pobliską "moją" rzeczkę i spróbuję poszukać pstrągów. Wiedziałem już ze swojego doświadczenia, że  pierwsza wyprawa nad jeszcze bardzo chłodną górską rzeczkę... że po prostu nie można się nastawiać na zbyt wiele. Miałem po cichu nadzieję na tylko (albo aż!) jedną rybę, nawet niewielką... Ale to co się stało zaskoczyło mnie... Zaskoczyło w pozytywnym słowa znaczeniu.

 Gdy już zaczynałem się ciepło ubierać zobaczyłem, że za oknem zaczął sypać śnieg! Jeszcze przed południem, gdy byłem w szkole, przez jakieś 15 minut sypało tak mocno, że dosłownie nie było widać świata! I teraz taka sama sytuacja. Na szczęście śnieg od razu się topi, ale też na moje nieszczęście ochładza wodę w rzece... A wiadomo przecież, że o tej porze roku woda nie należy do najcieplejszych, a gdy jeszcze spadnie do niej zimny śnieg... W lutym nawet na prawdę drobny spadek temperatury wody może odbić się na nas, wędkarzach i nad wodą możemy jedynie wypłukać z kurzu nasze przynęty. Taki scenariusz nie jest zbyt optymistyczny. Na szczęście śnieg szybko przestał padać. Byłem już tak nastawiony na wyjście tego dnia nad rzekę, że choćby nawet zamarzła to ja i tak byłbym nad nią. Ubrałem się ciepło i poszedłem do garażu zbierać sprzęt. Musimy pamiętać teraz o naszym ubiorze, szczególnie gdy wędrujemy po wodzie, a nie po brzegu. Bluza termoaktywna plus nawet dwie bluzy na niej, a do tego jeszcze kurtka. Warto też ubrać jakieś kalesonki, a na nie skarpetki "podkolanówki". Ja dodatkowo jeszcze na te skarpetki ubieram dodatkową parę skarpet. Czapka na głowę, chustka na szyi, żeby gdzieś czasem nie zawiało i wyruszam nad wodę!

 Do rzeki schodzę jakieś 20 metrów za swoim domem. Na pierwszy rzut oka widzę, że woda jest wyższa niż zawsze. Jakieś 20 cm ponad normalnym stanem. Na szczęście kolor wody się nie zmienił i spokojnie można chodzić po wodzie, bez obaw, że wpadnę w jakąś tajemniczą dziurę, której jeszcze w zeszłym roku nie było. Zszedłem powoli po śliskim brzegu nad lustro wody i zacząłem oddawać pierwsze rzuty woblerem pracującym przy powierzchni. Już chyba za trzecim podejściem do imitacji strzebli potokowej wyszedł mały pstrąg. Za pierwszym razem nie trafił w przynętę. Za drugim odprowadził ją, jakby nie wiedział co to jest, aż w końcu za trzecim... uciekł jakby zobaczył ducha! Widocznie pomylił sobie moją osobę z jakąś zjawą... ale chwila! Aż taki straszny chyba nie jestem!

 Kilkadziesiąt metrów w górę rzeki odwiedzam kolejną miejscówkę. Ciekawa, głęboka i niestety (niestety na tą porę roku) szybko płynąca woda. Na środku rzeki leży jeszcze dość spora, zatopiona gałąź. Miejscówka wygląda ciekawie. Oczywiście nie mogłem przejść obok niej obojętnie i oddałem kilka rzutów woblerkiem powierzchniowym, który później (z racji, że była tu głęboka woda z mocnym nurtem, który szybko przyciągał woblerka pod moje nogi - łowiłem wędrując w górę rzeki) zmieniłem na cięższy, głębiej schodzący. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Przy wolnym i głębszym prowadzeniu do mojej przynęty wyszedł dość długi pstrąg. Zaatakował, ale niestety wypuścił przynętę z pyszczka. Drugi rzut w to samo miejsce i taka sama sytuacja. Zauważyłem, że ryba ta nie zamierza odpuścić i za wszelką cenę atakuje sztuczną rybkę. Wpadłem na pomysł, że gdy zauważę, że pstrąg jest kilka centymetrów za przynętą to przestanę zwijać żyłkę. To było to! Gdy przestałem kręcić korbką i wobler wypłyną na powierzchnię potokowiec zaatakował go z takim impetem, że mogłem już śmiało zacinać! Pstrąg walczy dzielnie, jest dość silny, a wiadomo przecież, że kropkowańce po zimie nie mają zbyt dużo siły. Po około minucie walki podbieram rybę ręką. Kilka fotek i chudy, około 25-cm pstrąg odzyskuje wolność. A ja w tym momencie postanawiam iść dalej. Wspominałem na początku, że woda jest wyższa niż zawsze. Niestety "moją trasą rzeczną", którą zawsze chodzę nie udaje mi się przejść łączenia rzeki i muszę wchodzić kawałek w dopływ Lubatówki, żeby dalej iść za wodą tejże rzeki.



 Musiałem przedzierać się przez tak gęste krzaki, że nawet w ciągu lata gdy wszystko jest już w pełni rozrośnięte nie przedzierałem się przez taką roślinność! Ale udało się i powoli odwiedzam kolejne miejscówki, aż trafiam a kolejną, tym razem dużo głębszą wodę. Tutaj wobler sobie nie poradzi. Trzeba zejść jak najbliżej dna. W bój idzie mała obrotówka o srebrnej paletce z niebieskimi kropkami. Kupiłem ją nie dawno, więc warto może to właśnie ją posłać do walki. To była dobra decyzja. Po wykonaniu kilku rzutów na wędce czuję ten piękny, pulsujący ciężar! Pstrąg niedużej wielkości, ale ważne że udało się! W lutym każda ryba cieszy. Aż chce się skakać z radości! Śnieg dalej mocno sypie, a ja wyciągnąłem już dwa pstrągi. Uwalniam kolegę z rzeki i idę dalej.
 
Walczący jeszcze pstrąg
Zwiedzam kolejne ciekawe miejscówki, ale niestety już nic nie udaje się złapać. Ważne jednak jest to, że w ciągu niecałych dwóch godzin złowiłem dwa pierwsze w tym sezonie pstrągi oraz zobaczyłem jak wygląda rzeka, co zmieniło się w niej po zimie itp. Nie przeszedłem nawet połowy trasy, którą zawsze przechodzę z wędką w ręku, ale to dlatego, że słońce zaczęło chować się za horyzontem...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz