Nasze konkursy wspiera:

24 kwietnia 2016

Na nieznanej wodzie


17.04.2016 - Besko
Już od zeszłego roku wraz z Bartkiem planowaliśmy wyjazd nad wodę w Besku. Podobno w tym stawie pływają ładne rybki. Niektórzy wypowiadali się o tym łowisku w samych pozytywach, a drudzy narzekali, że biorą same niewymiarowe karpie, że nie ma tam nic większego... Drobnica podobno bierze nawet na 24-mm kulki... Szczerze przyznając, podczas samej drogi na łowisko miałem mieszane uczucia. Wiadomo przecież, że nowa woda, nowe przygody - może być ciekawie. Z drugiej strony jednak dręczyły mnie opowieści o malutkich karpiach, które zbierały wszystko co tylko spotkają. Do tego przecież będę na tej wodzie pierwszy raz! Nie będę dobrze znał miejsc żerowania ryb, ale mam nadzieje, że będzie dobrze. Z nadziejami wyruszyliśmy na nowe dla nas łowisko.



Było na prawdę bardzo ciasno...
Dzień wcześniej spakowałem już wszystkie przynęty oraz cały sprzęt. Tego dnia pierwszy raz łowiliśmy na kulki o smaku Truskawka-krem firmy Warmuz Baits. W domu, gdy pierwszy odkręciłem słoiczek z tymi przynętami... zapach bardzo mi się spodobał! Byłem ciekaw tego jak sprawdzi się on w wodzie. Niestety na to musiałem poczekać, ponieważ na owocowe i słodkie kulki zazwyczaj zaczynam łowić dopiero pod koniec kwietnia, chociaż czasami ta zasada zostaje złamana. Jak myślicie, jak przyjęły się te kulki na wodzie, którą odwiedziliśmy pierwszy raz? Dowiecie się o tym poniżej...

Tak wyglądał zestaw z nicią PVA
Po przyjeździe nad łowisko wymieniamy kilka zdań z właścicielem oraz prosimy o wskazówki. Ten udziela nam kilku porad oraz wspomina o tym, żeby jak najszybciej wybrać sobie miejsce i pójść je zająć, bo za niedługo może nie być już miejsca! Mówił, że dawno nie miał już nad wodą tylu wędkarzy jednego dnia... I niestety... musieliśmy trafić właśnie na taki dzień. Ale co mamy zrobić? Trzeba sobie radzić. Robimy szybki obchód dookoła akwenu i zajmujemy wybrane stanowisko. Jest ciasno, nie mamy zbyt dużo miejsca. Na łowisku preferowana jest zasada Złów I Wypuść co bardzo nas cieszy. Można łowić na dowolną liczbę wędek (ale bez przesady). Jako, że danej wody jeszcze nie znam wybrałem możliwość wędkowania na trzy wędki. Każda wyglądała inaczej. Jedną nęciłem ze sprężyny zanętowej i zarzucałem za każdym razem około 25 metrów od brzegu. Druga wędka z typowym zestawem samozacinającym i pop'up Truskawka-krem. Do tego zanętowe kulki tego samego smaku na nici rozpuszczalnej i daleki rzut. Trzecia wędka to to samo co druga, lecz na włosie lądowała tonąca kulka, a nęcenie odbywało się na większym obszarze - robiłem to za pomocą procy. Bartek również łowił na te same kulki od WB co ja. Przynętę umiejscowioną na włosie dopalaliśmy dopalaczem, który można znaleźć w opakowaniu z kulkami przynętowymi lub dipowaliśmy w dipie Truskawka-krem. Opowiadania o zestawach byłoby na tyle. Wszystko leży już w wodzie. Na łowisku rozpoznaje mnie jeden z wędkarzy, z którym chwilkę rozmawiam. Skojarzył mnie właśnie ze strony, jaką prowadzę - widać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku z czego jestem bardzo zadowolony. Pogoda tego dnia nie pomaga w łowieniu... Co prawda słoneczko mocno i pięknie świeci, jest ciepło, przez południe nawet gorąco. Niestety jeżeli poprzestalibyśmy tylko na świecącym słońcu to byłoby to chyba zbyt piękne - wieje mocny wiatr, którego prędkość według naszej prognozy pogody wynosi ponad 50 km/h (średnia prędkość), a porywy dochodzą nawet do 75 km/h! W skali od 1 do 10 pogodę oceniam na 8. Nie pływamy łódką, więc wiatr jest tylko uciążliwy podczas rzutów. Jesteśmy wytrwali i nie narzekamy! Już około 12 mamy pierwsze branie! Na brzegu ląduje 7-kg karp. Piękny, pełnołuski! Brawo! Mamy pierwszą rybę z tej wody! Piękna i silna, gruba - widać, że robi masę po zimie!

Pierwsza ryba z tej wody - karp 7 kg

Chwilę później mam bardzo powolny odjazd na swojej wędce. Branie nastąpiło na pop'up truskawka-krem. Nigdy tak wolnego brania nie widziałem. Wolny bieg zaczyna pracować jakby od niechcenia. Nie byłem pewny czy zacinać czy nie... Po kilkunastu sekundach tego jakże "emocjonującego" odjazdu zacinam. Obawiałem się, że będzie to puste zacięcie i tak też było... Kulką prawdopodobnie zainteresowała się jakaś drobnica, która z największym trudem ciągła za sobą 80-gramowy ciężarek i która to najpewniej złapała za samą przynętę, a haczyk pozostał gdzieś obok niej... Trudno, puste zacięcie ale próbuję dalej. Znów daleki rzut na tą samą przynętę.

Nasze "kominy" - interesująca miejscówka
Zbiornik, nad którym jesteśmy wydaje się być bardzo interesujący. Po naszej lewej stronie możemy dostrzec cały brzeg zarośnięty malutkimi trzcinami. Brzeg jest odrobinkę pod wodą. Myślę, że w woderach spokojnie można by było tam łowić. To znaczy łowić jak łowić, po prostu podejść, ustawić i zarzucić wędki, a później wrócić już na suchy ląd i usiąść na krześle. Sprzętu raczej też w okolicach wędzisk nie zostawimy, chyba że chcemy żeby nasz sprzęt poczuł się jak ryba w wodzie i również troszeczkę sobie popływał. Żarty żartami, ale na środku zbiornika, zaraz po przyjeździe dostrzegliśmy bardzo interesujący obiekt. Była to wysepka, na której znajdowało się coś w rodzaju... właśnie, w rodzaju czego? Może ktoś z Was będzie potrafił to nazwać. Dla nas były to "kominy"... i nie pytajcie skąd się to wzięło.

W oddali możemy dostrzec pięknie prezentującą się górę paralotniarzy

Kolejne branie nastąpiło na moim zestawie ze sprężyną zanętową. Wędka była położona na podpórkach jakieś 10 metrów od miejsca, w którym siedzieliśmy. Po braniu natychmiast ruszyłem w jej stronę, przeskakując niczym zawodnik biorący udział w biegach płotkarskich wędki. Skręcam lekko hamulec (był ustawiony praktycznie na luzie) i zacinam. Przez kilka sekund czuję rybę, ale niestety po pewnym czasie ta spina się... Po tej krótkiej walce mogę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej nie była to duża sztuka. Czułem ją na końcu zestawu przez kilka sekund, ale to też nie był czas w którym można to ocenić... Niestety nie dowiem już się co to była za ryba...


Około 18 zwijamy cały nasz "majdan" i wracamy do domu. Grzechem było by nie napisać co wydarzyło się podczas pakowania sprzętu. W tym czasie zacinamy około 3-kg karpia, który wziął... to chyba nie będzie dziwne na co... na kulkę 20 mm Truskawka-krem od WB. Piękna ryba, o pięknych łuskach. Kilka zdjęć i wraca do wody. Nasza wyprawa dobiega końca. Potrwałaby zapewne kilka godzin dłużej, jeśli nie dotarłaby do nas informacja o gwałtownej burzy, która potrafiła łamać drzewa w odległości około 20 km od nas. Postanowiliśmy nie ryzykować i udać się do domu - przecież to dopiero początek sezonu, a zasiadek będzie jeszcze dużo. Burza na szczęście nas ominęła. Za niedługo czeka mnie majówka spędzona w Kobylanach. Już nie mogę się doczekać, ale w tym czasie nie będę odpoczywał. Co jakiś czas chodzę na pstrągi nad pobliską rzeczkę, z każdego wyjścia zdaję relację na Fan Pag'u Wędkarstwo Podkarpacie (kliknij, aby przejść do strony). Za niedługo pojawi się także kolejna część "Taktyki nęcenia", która tym razem będzie opowiadać o nęceniu zanętą sypką.

Ten przyjaciel melduje się u nas pod koniec zasiadki

Na koniec chcę jeszcze podsumować przynęty na jakie łowiliśmy. Podczas pierwszej w tym roku zasiadki (29-30 marzec Kobylany) udało się w miejscu nęcenia kulkami WB Punkt G złowić suma o wadze 22 kg i 5-kg karpia. W Besku natomiast Truskawka-krem sprowadziła w miejsce naszych zestawów dwa karpie, które połakomiły się na przynętowe kulki tej samej marki oraz tego samego smaku. Zauważyliśmy również, że kulki opisywanej firmy są dużo trwalsze na włosie od pewnej innej firmy, którą w Besku założyliśmy na włos dla porównania. Do tego kulki od Warmuz Baits nie tracą tak szybko zapachu jak kulki z tej drugiej firmy. Sprawdziliśmy to w następujący sposób: równo trzy godziny kulka WB i pewnej innej firmy były w wodzie. Po wyciągnięciu ich i lekkim naciśnięciu przynęta od Pana Warmuza pozostaje dużo twardsza od tej drugiej, która to po prostu zostaje zmiażdżona (musicie uwierzyć, że podczas ściskania kulek nie włożyliśmy w tą czynność dużo siły). Zapach kulki WB pozostaje w bardzo dobrym stopniu odczuwalny, natomiast ta druga przynęta "pachnie" mułem! W domu, w oczku wodnym potwierdziłem ten test i wnioski były takie same! Ci, którzy nie przerzucają często swoich zestawów, tylko zostawiają je czasami nawet po ponad 12 godzin w jednym miejscu (ja też należę do tych wędkarzy - ale to jednak zależy od tego na jakiej jestem wodzie) docenią kulkę, która będzie dłużej utrzymywała się na włosie i swoją pracą wabiła ryby!
Nie muszę już chyba pisać o tym jaką kulkę ten karp postanowił spróbować


Pozdrawiam i życzę połamania! Do zobaczenia nad wodą - Kamil Skwara

4 komentarze:

  1. Na zdjęciu z trzema wędziskami, masz identyczne zestawy jakie ja posiadam. Na początku myślałem, ze to moje zdjęcie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wymień proszę jakich firm są te akcesoria :) Wędki? Kołowrotki? Wszystkie zdjęcia są robione przeze mnie... :)

      Usuń
    2. Ależ, ja przez ani jedna chwile nie myślałem że to moje😊 tylko napisałem, ze dobry taki sam sprzęt

      Usuń
    3. W takim razie zwracam honor :)

      Usuń