Nasze konkursy wspiera:

13 października 2016

Nie do końca udane zawody

Pierwsze w tym roku zawody w jakich wziąłem udział. Szkoda, że jedyne... Zawsze w terminie zawodów wypadały ważniejsze sprawy, które trzeba było załatwić. Przyszedł w końcu czas na chwilkę rywalizacji i tym samym 9 października wybrałem się do Rymanowa, na tamtejszy Bartoszów na spławikowo-gruntowe "Zakończenie sezonu 2016".  Zawody zorganizowało koło PZW w Rymanowie.
W tym dniu zdecydowałem się łowić metodą gruntową. Podczas zasiadek na tej wodzie zawsze, gdy na haczyk założyłem białego robaka notowałem jakieś brania. Zazwyczaj były to certy i świnki. Od czasu do czasu płotka lub karaś. Ale zawsze można było liczyć na wymienione wcześniej gatunki ryb - brały praktycznie za każdym razem. Z takim właśnie nastawieniem wybrałem się na te zawody.

Zbiórka o godzinie 8. Chwilę później losowanie. Z czapki wyciągam karteczkę z numerem 5. Wylosowałem stanowisko na brzegu, na którym zasiadam bardzo rzadko. Miałem jednak nadzieje, że uda się połowić przynajmniej trochę większej "drobnicy". Około 8:40 wszyscy rozkładali swój sprzęt na wydzielonych wcześniej stanowiskach. Przyszedł czas na przygotowanie zanęty oraz uporządkowanie stanowiska. Była to jedyna wyprawa z gruntem w tym roku, podczas której nie byłem nastawiony na karpie, więc i zestaw znacznie różnił się od tego, który zawsze stosuję. Składał się z obciążonej, 20-gramowej sprężyny zanętowej, krętlika w rozmiarze 9 oraz około 20-cm przyponu z haczykiem nr. 15 na końcu. Był to chyba najprostszy z możliwych do przygotowania zestawów.




9:20 - zaczynamy nęcić! 

Planuję łowić jakieś 25 metrów od brzegu - nie za daleko. Do wody trafiają cztery pełne mieszanki koszyczki do wstępnego nęcenia. Jako zanęty użyłem sypkiego produktu, do którego dodałem przygotowaną w domu kukurydzę, białe robaki oraz pinki, atraktor w postaci feeder mix activ o zapachu krill'a od Feeder Bait oraz dopalacz "Vitamin" również od wcześniej wymienionej firmy.


9:30 - łowimy!

Od teraz do godziny 12:30 mam szansę wypracować jak najlepszy wynik. Wędkarze obok mnie nastawieni byli głównie na karpia, ale niektórzy również starali się wypracować wynik na drobnicy. Na hak założyłem więc białego robaczka, zarzuciłem i czekałem... Co 15 minut postanowiłem przerzucać zestaw. Przez trzy pierwsze kwadransy dominowały pojedyncze, lekkie "podskoki" sygnalizatora. Niestety nic z nich nie wynikło. W tym czasie mało kto złowił jakąś rybę - nawet drobnica nie chciała współpracować. Jednemu z Kolegów udało się złowić karpika... Po około godzinie i trzydziestu minutach oczekiwania przyszła i moja kolej. Delikatne branie pod kij podsumowuję zacięciem. Czuć rybę! Jednak ta nie sprawia problemów - po chwili ląduję na brzegu około 30-gramową płoć. Nieduża rybka, ale jest pierwsza! Oby były następne - pomyślałem.
Jak na złość przez kolejne 30 minut nic nie chce brać... Ze stanowiska nr. 1 Kolega wyciąga w tym czasie karasia wielkości dłoni. Nieduża rybka, ale karaś swoje waży, więc nawet o takiego warto walczyć. Około czterdzieści minut przed zakończeniem zawodów mam delikatne branie, którego nie zdążyłem zaciąć. Po kilku minutach wyciągam zestaw, na którym jednak coś "siedzi"! Ku mojemu zdziwieniu na brzegu pokazuje się sumik karłowaty! Jest to moja pierwsza ryba z tego gatunku jaką udało mi się złowić w mojej wędkarskiej karierze.Wydaje się ważyć swoje mimo niewielkich rozmiarów. Fotka i do siatki. Kilka minut po godzinie 12 zauważam, że kilku wędkarzy skończyło rywalizację przed czasem. Łowili oni metodą spławikową, a przez ponad dwie i pół godziny nie mieli ani brania! Wcale im się nie dziwię... Drobnica dzisiaj nie miała ochoty współpracować...
15 minut przed końcem zawodów notuję porządny odjazd! Zacinam i czuję spory opór, który niestety po kilku sekundach spada... Być może był to karp, ale nie udało się go dobrze zaciąć na tak mały haczyk... Szkoda, ponieważ cokolwiek by to nie było, przyniosłoby sporo punktów... Chwilę po mnie Kolega łowiący po mojej prawej stronie zacina karpia, który ostatecznie daje mu 3 miejsce! Przez całe zawody wyczekał tą jedną, jedyną rybę. Wielkie gratulacje!
W ciągu ostatnich minut zawodów ryby jakby się ruszyły. Notuję kilka delikatnych podciągnięć. Niestety trzeba już kończyć wędkowanie... A akurat coś się działo... Z "mojego" brzegu do siatek wpadły tylko dwie moje rybki, karpik obok i karaś na stanowisku nr. 1... Słabiutki wynik...


12:30 - koniec!

Rozpoczyna się ważenie. W końcu przyszedł czas na mnie... Z uśmiechem na twarzy mówię, że jeżeli wypadnie mi 100 gram to będzie bardzo dobrze. I trafiłem! Równe 100 gram to mój dzisiejszy wynik. Dla mnie to słabo, ale ostatecznie zajmuję 9 miejsce na 18 możliwych. Aż 7 osób było tego dnia bez ryby... Tylko pierwsze 3 miejsca przebiły się przez 1000 punktów, ale to tylko dlatego, że na ich kontach wylądowały karpie. Od 4 do 11 miejsca wyniki wynosiły (jeśli dobrze pamiętam) od 400 gram w dół.


Brania niestety nie dopisały... Liczy się natomiast atmosfera, wspólne rozmowy oraz tradycyjna kiełbaska z ogniska na koniec! Mimo tak słabych wyników wszystkim dopisywał dobry humor. Kolejne zawody już w kwietniu - pozostaje tylko czekać!

Kamil Skwara


1 komentarz: