Nasze konkursy wspiera:

30 maja 2017

Krótka wyprawa - znakomite wyniki

Matury udało mi się napisać pozytywnie - to znaczy chyba się udało. W końcu przyszedł czas na wyjazd za karpiem. Niestety planowana dłuższa zasiadka nie odbyła się z wielu powodów, ale za to spontaniczna, krótka niedzielna wyprawa okazała się być na długo niezapomnianą. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej!


Pobudka o 4, szybkie śniadanie i wyruszam w drogę do Beska. Około 5:30 jestem już na miejscu. Moim zamiarem było spróbowanie swoich sił na płytkiej wodzie. Jednak decyzję zmieniam w ostatnim momencie - idę na głęboką wodę!




Przygotowuję więc sprzęt i zaczynam sondowanie dna. Z racji, że pogoda bardzo się zmieniła, a sama temperatura powietrza spadła o 10*C postanawiam poszukać głębszych miejsc w zbiorniku. Na płytkiej wodzie nie udało się zauważyć żadnej aktywności ryb. W głębszych miejscach co jakiś czas nad wodą pokazywał się jakiś karpik. Dzięki sonarowi Deeper'a trafiłem łódką na ciekawy dołek, obrośnięty z jednej strony roślinnością. Jeden z zestawów umieściłem właśnie tam. Drugi zestaw powędrował na sam środek łowiska - 1,4 m. głębokości. Trzeci zestaw ułożyłem niedaleko od brzegu, na około metrowej wodzie. Przynętami były kulki firmy Nano Baits - krab-brzoskwinia oraz morwa-łosoś. Kolejny z zestawów uatrakcyjniła kukurydza założona na włosie, dodatkowo aromatyzowana w Focus Gel (zapach - kukurydza) Nano Baits.


Pogoda jest nie do wytrzymania! Temperatura około 20*C, do tego silny i zimny wiatr... Momentami deszcz, a nawet grad. No cóż... Pogoda dla wytrwałych! Wiatr momentami był na tyle silny, że tworzyły się niesamowite fale! Pięknie wyglądały! Niestety z doświadczenia zdobytego na tej wodzie wiem, że w momencie gdy pojawiają się wysokie fale nie ma szans na brania... Gdy wiatr hula nad zbiornikiem rybą po prostu odchodzi ochota na jakiekolwiek żerowanie.


Pierwsze warte uwagi branie następuje około godziny 12. Ryba "odjeżdża" z namierzonego rano dołka. Walka trwa. W pierwszych sekundach obecności ryby na haku, ta wybierała z kołowrotka kolejne metry żyłki. Po chwili ryba słabnie, a ja rozpoczynam "pompowanie". Kondycja karpia pozwoliła mu jeszcze na kilka odjazdów tuż po tym jak zobaczył podbierak. Po chwili jednak ryba wpływa do siatki! Mam okazję sfotografować długiego, niespełna pięciokilogramowego karpia. Po sesji ryba odpływa! Hol w mocno padającym deszczu zostaje zakończony pozytywnym akcentem jakim jest zdjęcie z piękną rybą!


Słońce nieśmiało wychyla się zza chmur, wiatr przestaje wiać. Pogoda jakby zaczynała zmieniać się na lepsze, a ja chwilę po holu pierwszej ryby, równo o 12:30 zacinam kolejną! Odjazd nastąpił na wędce położonej tuż przy brzegu! Ryba skusiła się na kulkę Nano Baits. Na kiju daje się odczuć kilka ruchów łbem - mam karpia! Kolejny! Ryba nie odpuszcza. Jeździ i jeździ. Po czasie jednak słabnie, a ja "wrzucam" karpia do podbieraka. Na brzegu okazuje się, że jego waga waha się w okolicach 6 kg. Kilka fotek i rybie zostaje zwrócona wolność.


Czas nad wodą mija szybko i nieubłaganie. Dopiero co przyjechałem nad wodę, a tu już trzeba pakować się do domu. Krótki, ośmiogodzinny wypad na karpie dobiega końca. No właśnie, dobiega, ale nie dobiegł! Około godziny 15 podczas pakowania sprzętu coś zasysa kukurydzę położoną w dołku. Zacinam, a  ryba od razu wybiera na oko z 20 metrów linki! W głowie od razu pojawia się obraz wielkiej ryby! Tajemnicza siła przeciągająca ze mną linę nie odpuszcza. Ciężko ją dociągnąć do brzegu. Pływa raz w lewo, raz w prawo... Raz do brzegu, a raz od... Zmagania trwają niecałe 10 minut. Po tym czasie przy brzegu pojawia się zarys ładnie zbudowanego karpia. Za drugim razem rybka "wchodzi" do podbieraka. Mam Cię! Szybka sesja fotograficzna, ważenie zdobyczy. Waga wyświetla 8,29 kg. Karp po odzyskaniu sił wraca do wody!


Krótki wyjazd przynosi mi trzy piękne rybki. Ta zasiadka jest dowodem na to, że gdy obierzemy dobrą taktykę to nawet w tak krótkim czasie możemy nieźle połowić - do tego na "przełowionym" (jak mówią wszyscy wędkujący w Besku) łowisku. Sposób nęcenia jaki zastosowałem podczas tej wyprawy opiszę niedługo, więc bądźcie czujni!



Kamil Skwara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz