3 maja 2016

Majówka - start!

3 dzień maja zapowiadał się bardzo dobrze. W prognozach pogody niby dominowały chmurki z deszczem, ale za moim oknem widać było tylko słońce. Postanowiłem ten dzień spożytkować i wyjść sobie nad pobliską rzeczkę i pobawić się troszeczkę z pstrągami.

Taki oto "średniak"
Od razu mówię, że nie będzie to długi artykuł, ponieważ przygotowuję się do jutrzejszego wyjazdu, na spóźnioną karpiową majówkę. Po kilku dniach deszczu woda w rzece nie była taka jak zawsze. Co prawda to prawda, była przejrzysta, ale również była o jakieś 15 centymetrów wyższa, co na małej rzece daje się odczuć. Pierwsza miejscówka i wyjście średniego pstrąga! Zacinam, ale niestety ryba po kilku sekundach na haku spada. Wzięła oczywiście na malutką, srebrną błystkę. Tego dnia wziąłem ze sobą swoją kamerkę sportową, którą niedawno kupiłem. Niestety jeszcze nie umiem się nią zbyt dobrze posługiwać i dlatego filmik z holu największego pstrąga dnia dzisiejszego poszedł w zapomnienie. Ale wróćmy do pobytu nad wodą. Mijam kilka kolejnych, dobrych miejsc i nic! Dziwne, ostatnio ryb tutaj nie brakowało. Na pierwszej skarpie muszę wchodzić po pas do już dość ciepłej górskiej wody tylko i wyłącznie po to, żeby uratować blaszkę, która jak do tej pory robi największe zamieszanie na tej rzece! Rzeczka można powiedzieć, że ma już późnojesienną temperaturę wody - ani ciepła, ani zimna. Kolejna miejscówka i z kolejnej skarpy udaje mi się w końcu zaciąć potokowca! Nie jest duży, dałbym mu może jakieś 20, góra 25 cm. Dziękuje mu za spotkanie i wraca do wody, z której nawet na chwilkę się nie wynurzył.

Opuszczam miejsce, w którym udało mi się złowić "średniaka" i z nadzieją na wielkiego, niedawno zaobserwowanego pstrąga podążam do kolejnej miejscówki. Cichutko, bez najmniejszego szelestu udaje podejść mi się na kolanach stosunkowo blisko wody. Jestem schowany za jakimś krzewem. Rzucam w górę rzeki w obiecujące miejsce. Kilka rzutów i ani jednego wyjścia! Coś tu jest nie tak. Woda po stronie, w którą rzucałem była oświetlona przez słońce. Zauważyłem za sobą dosłownie metrowy kawałeczek głębszej wody, schowanej w cieniu, z "dziurą" pod brzegiem. Do tego korzenie rosnącego tam drzewa wpadały do wody. Zarzuciłem. Nie zdążyłem nawet zrobić jednego, pełnego kółka korbką kołowrotka i musiałem zacinać! Pstrąg pięknie wyszedł pod praktycznie samą powierzchnię do blaszki! Hol na początku jest za spokojny... Coś jest nie tak... Próbuję podebrać rybę, a ta rusza jak strzała na głęboką wodę, w miejsce gdzie świeci słońce. Wyskakuje z wody, muruje do dna, za chwilkę młynek za młynkiem... Szaleje! Walka jest na prawdę piękna, aż szkoda, że akurat wtedy bateria w kamerce rozładowała się... Po kilku minutach z problemami z wysokiego brzegu podbieram rybę. Jest moja! Piękny, ponad 30-cm pstrąg! Kilka zdjęć i spływaj! Bez problemów odpływa w ciemną otchłań...
Piękny!
Waleczny do końca! A przecież i tak wróci do wody

Przy kolejnym ciekawym miejscu jestem świadkiem czegoś dziwnego... Do 6-cm woblerka Adama L. wychodzi co najmniej czterdziestak! Zachowuje się jednak dziwnie... Uderza, ale nieskutecznie po czym zatacza wokół wolno prowadzonego wobka kilka kółek i ucieka... Zataczał takie kółka jak źle ustawiony wobler... Nie wiem co to miało znaczyć. Później jeszcze przy kilku rzutach wobkiem, jak i błystką czy nawet małym ripperkiem pstrąg wychodzi i pokazuje, że jest zainteresowany przynętą, ale nie chce jej połknąć! Do tego włącza się troszeczkę mniejszy braciszek opisywanej ryby. Niestety obydwie nie chcą zaatakować...

Na koniec doławiam jeszcze takiego pstrążka:
Drapieżny mikrusek. Rośnij przyjacielu!
A sceneria wokół rzeki zaczyna być coraz piękniejsza...

Pozdrawiam! Już za kilka godzin czeka mnie trzy dniowa zasiadka! Śledźcie relację na Facebooku!

2 komentarze: